Maj 2009 - Hughada Coral Beach nowe doświadczenia

Teren hotelu rzeczywiście był bardzo rozległy ale Rotana to potentat, który z pewnością myśli o przyszłości. W czasie naszego pobytu trwała właśnie rozbudowa sieci pawilonów i jakaś potężna inwestycja w zachodniej części plaży. Obie jednak w niczym nie zakłócały wypoczynku. Może odczuwało się też pewien niedostatek zieleni, ale miejmy świadomość, że wszystko wyhodowano tu na pustynnym, jałowym gruncie z wielką dbałością o każdą roślinę. Wielkim plusem Coral Beach było własne centrum uzdatniania wody, którą podlewano roślinność za pomocą sieci przewodów osadzonych w gruncie. Nie było zatem mowy o wykorzystywaniu szamba i nieprzyjemnych zapachach. Jedyne co dało się wyczuć to wieczorne kilkuminutowe zadymianie terenu w walce z owadami i insektami. Może właśnie dlatego poza mrówką nie spotkałam w pokoju niczego więcej.
 
W restauracji czysto i smacznie. Każdy posiłek to kilka dań do wyboru i liczne dodatki Godna podkreślenia miła obsługa - jedna z najlepszych jakich doświadczyłam Lobby - miejsce spotkań przed wycieczkami
Wbrew dość powszechnym narzekaniom na monotonność posiłków nic takiego nie zauważyłam. Na każdy z nich oferowano po kilka dań (wołowina, drób, ryby, fasola), a szwedzki stół zapewniał możliwość dowolnych kombinacji. Poza tym sporo dań przygotowywano na poczekaniu. Jajko można było zjeść na twardo, jako jajecznicę lub omlet z najróżniejszymi dodatkami. Podobnie miniaturowe naleśniki. Śmiem twierdzić, że nawet zapaleni miłośnicy ciast, sałatek czy owoców nie zrobią sobie więcej przyjemności w ciągu miesiąca. Po prostu - nie wszystko trzeba zjeść od razu i powtarzać tę procedurę trzy razy dziennie, a i takie obrazki widziałam. Moim zdaniem ci, którzy po trzech dniach tęsknią już za schabowym i bigosem powinni zostać nad Bałtykiem bo tylko psują atmosferę.
Do dyspozycji gości dwa baseny - tu mniejszy z brodzikiem dla dzieci Na większym trudno było o wolny leżak czemu bardzo się dziwię przy tak wspaniałej rafie Tak naprawdę zajrzałam tu dwa razy z ciekawości i aby pokazać hotel na zdjęciach
Hotel oferuje swoim gościom dwa odkryte baseny - mniejszy z brodzikiem dla dzieci i duży o głębokości od 65 cm. Pomimo wspaniałej rafy zawsze był tu komplet gości, zwykle ludzi starszych lub z małymi dziećmi, ale nie tylko. W maju przy temperaturze powietrza 37 stopni woda w basenie miała 24 i była zimniejsza niż w morzu. Na placu przyległym do basenów i budynku głównego zlokalizowano coś na kształt amfiteatru, gdzie wieczorem odbywały się animacje i występy artystów. W ciągu dnia animatorzy przenosili się na plażę i w sumie była to chyba najsłabsza część oferty. Wieczorem program był zdominowany tematyką dziecięcą i ukierunkowaną na Rosjan, natomiast w dzień trudno im było namówić kogoś na wspólną zabawę, naukę tańca czy ćwiczenia. Być może po zmianie animatorów także w tej ofercie coś się zmieni.
 
Trudno uwierzyć, że tak pusto, chociaż czasami było tu tłoczno jak na deptaku To co pod wodą można oglądać godzinami, bez pianki godzinę W przerwie uzupełnienie płynów tylko szkoda, że tak daleko od rafy
Dla mnie najważniejsza była woda i godziny spędzane na rafie. Można ją było podziwiać praktycznie już kilka metrów od brzegu lub zejść do wody z molo i wtedy naprawdę zaczynało się pływanie. Rafa w tym miejscu ma kształt kilku zachodzących na siebie półpierścieni i dla własnego bezpieczeństwa warto przypatrzeć się tej podwodnej budowli by potem wrócić na brzeg. Niestety nie zawsze jest to możliwe w linii prostej ze względu na płycizny, nad którymi może być niebezpiecznie. To jednak drobnostka w porównaniu z malowniczą różnorodnością tego miejsca i liczbą gatunków koralowych ryb. Bez trudu spotkacie tu groźne skrzydlice i równie egzotyczne płaszczki. Czasami też coś szarobrązowego przewinie się wśród podwodnych skał. Na plaży działa miejscowe centrum nurkowe Dive Point, ale jego ofertę cenową uznałam za zbyt wygórowaną (45 euro za dwa nurkowania, posiłki i napoje za dodatkową opłatą). Można też spróbować windsurfingu pod okiem instruktora - nie spróbowałam odkładając na później i tak już zostało. Może trochę szkoda. Gdybym miała na coś narzekać to może tylko na zbyt odległy barek, usytuowany przy wejściu na plażę, a to kilkaset metrów od mierzei.
 
 
Wycieczki fakultatywne