Z Mersin do Anamur - Jaskinie Nieba i Piekła

Po wizycie w Tarsus jeszcze tego samego dnia przed zachodem słońca docieramy do Mersin. Tu spędzimy noc w czterogwiazdkowym hotelu Sahil Sahil Martı. Po raz pierwszy od wielu dni jesteśmy znów nad brzegiem Morza Śródziemnego i chyba nikt nie oprze się hotelowej plaży. Ruszamy tam natychmiast po zakwaterowaniu, na ostatnie pół godziny dnia. Na tarasie, przez który musimy przejść, trwają ostatnie przygotowania do wesela. Fantastyczny relaks, dobra kolacja i zasypiamy jak zabici przy rytmicznej tureckiej muzyce za oknem.
 
Sahil Martı to czterogwiazdkowy hotel z własną plażą Klimatyzowane pokoje mają dostęp do Internetu, TV-SAT, mini-bar, sejf, ekspres do kawy i suszarkę Okna pokoju wychodzą na plażę gdzie zostały jeszcze pozostałości weselnej dekoracji
Wczesnym rankiem ruszamy w okolice Kizkalesi gdzie zobaczymy przedsionek piekła, a chętni, okupując to znacznym wysiłkiem, chociaż przez chwilę znajda się w niebie. Przed nami 60 km drogi biegnącej samym brzegiem morza. Wapienie, z których zbudowany jest masyw gór Taurus, bardzo łatwo ulegają wypłukiwaniu przez wodę. To właśnie tu podziemny strumień rozpuścił te słabsze pokłady tworząc gigantyczny tunel, a po zawaleniu się jego stropu powstał lej krasowy o głębokości ponad 120 m. Na obu krańcach potężnego zapadliska pozostały jaskinie. Jaskinia po prawej to Cehennem Çukuru czyli Otchłań Piekielna.
 
 
Wg starych wierzeń w tym miejscu Zeus, bóg nieba i błyskawic, zamknął tymczasowa Tyfona, potwora o stu głowach, zanim ostatecznie uwięził go pod szczytem Etny. Podobno jest tu wejście do podziemnego świata, a strumień, którego szum dobiega z zapadliska, jest dopływem rzeki Styks. Kto by chciał tam schodzić i spotkać się z mitologicznym potworem? Nie da się nawet tego zrobić bez specjalistycznego sprzętu, bo ściany leju głębokiego na 128 m są niezwykle strome. Dlatego piekło można oglądać tylko z małej platformy widokowej.
 

Znacznie łatwiej dostać się do Cennet Çöküğü czyli Jaskini Nieba. Trzeba jednak mieć świadomość powrotnej drogi, którą można porównać do wspinaczki na 30 piętro wieżowca, w upale i dużej wilgotności powietrza. Na pewno nie jest to przygoda dla wszystkich. Ktoś policzył, że na dno jaskini prowadzi blisko 400 skalnych stopni. Początkowy, stromy odcinek nie sprawia większych problemów i łatwo schodzi się w dół pośród malowniczych deformacji skalnych i bujnej roślinności.


Po przebyciu 2/3 drogi docieramy do Kaplicy Marii Panny pochodzącej z okresu bizantyjskiego czyli około V w. n.e. Dalej pojawia się czarna otchłań jaskini, której dno znajduje się 70 metrów niżej. Ten odcinek jest najtrudniejszy z powodu panującego mroku, mokrych i bardzo śliskich stopni. Tu bezwzględnie przyda się latarka czołowa. Bez odpowiedniej sprawności i obuwia warto się jednak zastanowić nad sensem wchodzenia do jaskini. Trzeba mieć także wolne ręce i doskonale zabezpieczony sprzęt przed ewentualnym uderzeniem. Jeśli nie jesteście w stanie spełnić tych wymagań lepiej zrezygnujcie bo to, co widzieliście do tej pory jest i tak warte jest włożonego wysiłku. Na kolejnej stronie zajrzymy do jaskini i wrócimy na powierzchnię.