Z Konyi do Kapadocji - podziemne miasto Kaymaklı

Napięty program dnia nie pozwala nam pospacerować po Konyi, więc tylko przez okna w autokarze możemy podziwiać kolorowe osiedla i zieleń na ulicach. Nie spodziewałam się, że miasto potrafi mnie tak pozytywnie zaskoczyć. Niestety przyciemnione okna autokaru, które przepuszczają 16 razy mniej światła niż obiektyw aparatu przekreślają szanse na dobre zdjęcia w ruchu. Dlatego życia normalnej ulicy Wam nie pokażę. Po drodze zatrzymamy się na krótki obiad w jednym z zjazdów, a potem pomkniemy drogą D300 przez trawiasty step i jeden z najsłabiej zaludnionych obszarów Turcji. Do końca dnia musimy przejechać jeszcze 250 km, zobaczyć Kaymaklı - jedno z podziemnych miast i zameldować się w hotelu. Dla chętnych będzie jeszcze specjalny pokaz tradycyjnego tańca derwiszy.
 
Niedaleko Konyi przystanek dla głodnych, a nam trochę szkoda, że nie w samym mieście Podziemne miasto Kaymaklı to obok Derinkuyu jedno z dwóch najciekawszych w Kapadocji Ciasne korytarze i wejścia łatwo było zabarykadować takimi kamiennymi kręgami
Droga, którą zmierzamy do celu pokrywa się z historycznym szlakiem, który w czasach seldżuckich przemierzały karawany z Konyi do Aksarai i Kapadocji, a dalej na wschód do Kayseri, Persji i na Bliski Wschód. Może to dziwić, ale wioząc często niewyobrażalne bogactwa czuły się bezpieczne na obszarze zamieszkanym, przez wojowników słynących z podbojów. Jak to możliwe? Otóż Seldżucy potraktowali swój szlak jak my autostradę. Wytyczały go liczne karawansaraje wznoszone przez Seldżuków dla zapewnienia odpoczynku, prowiantu i ochrony strudzonym podróżnym. Tę kompleksową usługę gwarantowała niewielka opłata wnoszona na początku drogi. W końcu i my docieramy do celu, a zagłębiając się w coraz ciaśniejsze wiejskie dróżki za chwilę zejdziemy głęboko pod ziemię.
 
Przyjemny półmrok, czyste powietrze i idealna temperatura pozwalają się skupić na detalach Liczne wnęki były kiedyś wypełnionymi spiżarniami zapewniającymi przetrwanie Największym problemem była chyba ciemność bo szyby wentylacyjne pozwalały nawet na gotowanie
Jesteśmy w Kaymaklı, jednym z dwóch najciekawszych podziemnych miast (yeraltı şehri), których w Kapadocji jest około trzydziestu. Podobno powstały już za czasów Hetytów, a więc co najmniej 2000 lat p.n.e. Nie ulega wątpliwości, że były zamieszkane co najmniej od IV w. p.n.e. bo wspomina o nich Ksenofont. Wykorzystywali je pierwsi chrześcijanie kryjąc się przed prześladowcami, a w późniejszym okresie Bizantyjczycy ukrywający się przed najazdami Arabów i Turków. W miastach tych było wszystko co niezbędne do przetrwania, nawet przez okres kilku miesięcy: mieszkania, kuchnie, spiżarnie, stajnie i inne pomieszczenia dla zwierząt, a nawet kościoły.
 
Jeśli wierzyć napisom jestem właśnie w części mieszkalnej i jest nawet coś co przypomina szafę Przy wyjściu hałaśliwe handlarki, ale bez obaw - żadna nie ma prawa ruszyć się ze swojego miejsca Tu zostawiamy część naszej grupy na pokaz tańca derwiszy. W oddali samotna skała i zapowiedź jutra
Wszystko usytuowane na kilku, połączonych ze sobą kondygnacjach mogło funkcjonować dzięki doskonałemu systemowi wentylacji, który i dziś działa niezawodnie bez żadnego wspomagania. W odróżnieniu od pierwszych mieszkańców mamy jednak elektryczne oświetlenie i oznakowanie, które nie pozwala zabłądzić w wąskich i splątanych korytarzach. Po ukryciu się w środku wejścia blokowano potężnymi kamiennymi kręgami wtaczanymi w skalne klamry. W środku drążono otwór będący pierwowzorem późniejszego judasza w drzwiach. Pokonanie tej przeszkody wymagałoby materiału wybuchowego, na który trzeba by jednak poczekać co najmniej kilka stuleci więc póki co miasta były bezpieczne.
Konfrontując własne doświadczenia z odnalezionymi w sieci poradami nie potwierdzam by konieczne było zabieranie latarki lub jakiegoś specjalnego ubioru. Ubierzcie się lekko i wygodnie, przydadzą się buty zapewniające stabilność. Dziewczynom raczej nie polecam krótkiej spódnicy. Zdjęcia wymagać będą dobrego sprzętu, bo krótkie odległości mogą być przyczyną prześwietleń. Przy wyjściu spotkacie liczne handlarki oferujące pamiątkowe lalki i to będzie najbardziej hałaśliwe wspomnienie tego dnia.
Gdy słońce chyli się ku zachodowi podwozimy cześć naszej grupy na pokaz tańca derwiszów w niesamowitej scenerii jaskiń Kapadocji. My jedziemy do hotelu, bo czeka nas pobudka o 3.30 i mój pierwszy lot balonem.