Bangkok - Hotel Palace i okolice

Jeżeli nie zmieni się program wycieczek to Waszym punktem początkowym i końcowym pobytu w Tajlandii będzie Hotel Palace w Bangkoku. Zaletą tego miejsca jest fakt, że hotel znajduje się w dzielnicy Pratunam, a więc centrum handlowym i rozrywkowym stolicy. Stąd kilkaset metrów do najwyższego budynku Skay Baiyoke, który może być doskonałym punktem orientacyjnym, a pobliżu wszystko co potrzeba: kantory, restauracje, domy handlowe i wielkie targowiska. Tu spędzicie ogółem trzy noce, a do Waszej dyspozycji będą dwa wieczory i jeden dzień.
  
Hotel Palace dysponuje 660 pokojami o różnym standardzie i jest świetną bazą wypadową na zakupy W klimatyzowanych pokojach z łazienką jest lodówka z mini-barem i telewizja satelitarna Hotel jest położony w handlowym centrum Bangkoku, a z okna pokoju widać wieżowiec Sky Baiyoke
Oficjalny adres hotelu to 1091/336 New Petchburi Rd., Bangkok, ale tak naprawdę, po wyjściu z recepcji w prawo i znów w prawo znajdziecie się na wąskiej uliczce prowadzącej do Skay Baiyoke. Atrakcją pierwszego wieczoru, za którą niestety trzeba dodatkowo zapłacić, będzie kolacja na 76 piętrze tego wieżowca, a potem podziwianie nocnej panoramy miasta z obrotowej platformy znajdującej się trzy piętra wyżej. Po powrocie na dół będą na Was czekać busy, którymi pojedziecie do dzielnicy, gdzie kwitnie nocne życie dla dorosłych. Aby zobaczyć erotyczny pokaz ping-pong show wystarczy podobno kupić piwo ... a potem zapłacić za każdą osobę, która się do nas przysiądzie. W ten sposób poleci nawet kilka tysięcy bahtów.
  
Zaraz po wyjściu na ulicę kusić będą kantory i chyba nie warto szukać okazji dalej Idąc wąską uliczką w kierunku Sky Baiyoke co chwilę będziecie zapraszani na tajski masaż Nieco dalej, po prawej, polecam doskonałą i niedrogą restaurację u Mamy Papu
Szczerze przyznam, że chętnie bym zobaczyła taki seans, ale pod opieką naszego tajskiego przewodnika, bo samemu nie radzę ryzykować. Niestety, po 27 godzinach podróży, licząc od wyjazdu z domu, nie miałam na to nastroju. Wzdłuż tej samej ulicy, gdzie co chwilę dziewczyny zapraszają Was do lokali, znajduje się targ i tam spędziłam czas wolny, odbywając pierwszy udany trening w handlowaniu z Tajami. Co do samej kolacji w Baiyoke Sky uprzedzam, aby ostrożnie podchodzić do typowych tajskich smakołyków. Sama lubię wszystkiego spróbować i nie mam chyba delikatnego podniebienia, ale tu pierwszy łyk słynnej zupki tom yum kung goong pozbawił mnie oddechu, a łzy same poleciały i dobrze, że nie oczy.

Pierwszą kolację zjedliśmy jednak na 76 piętrze Sky Biyoke i o mało nie udusiłam się tajska zupką To był sygnał, że trzeba przestawić się na coś bardziej europejskiego lub mniej pikantnego Następne skrzyżowanie to już czerwona dzielnica, a tu wyznaczyliśmy miejsce zbiórki
Tą samą uliczką będziecie z pewnością chodzić każdym następnym razem. Już na jej początku szyldy będą zapraszać do kantorów i lepiej to zrobić od razu, bo dalej będzie trudniej. Za to dalej można smacznie zjeść. Osobiście polecam knajpkę po prawej stronie prowadzoną przez Mamę Papu. Może w tym kontekście brzmi to jak żart, ale właścicielka naprawdę tak się nazywa. Tu biorą pod uwagę, że nie jesteście przyzwyczajeni do tajskiej kuchni i oddechu nie stracicie. Najbardziej smakował mi kurczak duszony w sosie tajskim z orzechami nerkowca czyli Chicken with Cashew Nuts lub Gai-Pad-Med-Mamuang-Himaphan. Obiadokolacja dla dwóch osób to wydatek rzędu 250-300 bahtów. Po dojściu do większego skrzyżowania warto skręcić w lewo w handlową ulicę Ratchaprarop (Rajaprarop Rd.) gdzie po lewej i prawej stronie znajdziecie wiele straganów, sklepów i wielki Pratunam Market z ciuchami i nie tylko. Z kolei w okolicach Gaysorn Plaza przed godziną 20.00 rozkłada się wielki targ uliczny i tego nie można przegapić. W odróżnieniu od indyjskich straganów są tu naprawdę rzeczy równie ładne co i porządnie wykonane. Elegancki t-shirt z obustronnym nadrukiem czy ładna bluzka są osiągalne już za 100 - 200 bahtów, ale można też kupić sukienkę za 1500. Ceny są wystawione, co ułatwia orientację ale utrudnia targowanie. Zawsze jednak kupując kilka sztuk uda się coś wynegocjować. Z kolei na targu, o którym wspominałam w "czerwonej dzielnicy", za męską koszulę z haftem czy t-shirt w chińskim stylu chcą 800 - 1000 bahtów, ale nawet przy jednej sztuce można zbić do 300. Nam się to udało poczuciem humoru i chyba odrobiną umiejętności liczenia po tajsku. Kilka ciekawostek o samym Bangkoku i nie tylko na kolejnej stronie.