Archipelag Phi Phi

Około 50 km na południowy-wschód od Phuket leży sześć wysp określanych często mianem archipelagu Phi Phi. Powszechnie są reklamowane jako najpiękniejszy zespół wysp na świecie z czystym delikatnym piaskiem, turkusową wodą, bogactwem raf i podwodnego życia. Nic dziwnego, że takie opisy poparte barwnymi zdjęciami przyciągają turystów z całego świata. Przyciągnęły i mnie. Zobaczyłam i potrafię uwierzyć, że wyspy te były rajem na ziemi dopóki nie ruszyła w ich stronę turystyczna lawina zabijając cały urok raju, który wymaga przecież odrobinę prywatności.
  
O tej porze na Ao Nang jest jeszcze pusto. Później zaroi się od łodzi płynących na krótszych trasach Zatoka Małp na Phi Phi Don wita nas wyjątkowo drobnym piaskiem Plaża jest jednak bardzo wąska i raczej mało atrakcyjna
Z samego rana okrętujemy się przy Ao Nang w Krabi na dwusilnikową łódź, która z zawrotną prędkością poniesie nas w stronę archipelagu. Stroje i kremy do opalania, ręczniki i ewentualnie własny zestaw do snorkelingu to wszystko, co warto zabrać w drogę. Woda i inne napoje znajdą się na łódce.
  
Temperatura wody aż kusi by w niej pozostać chociaż niebo ciągle zasnute chmurami Przy takim oświetleniu czarne głazy na brzegu i ściana lasu robią groźne wrażenie Podobno są tu małpy, przed którymi ostrzegają tablice
Wysokie burty nie pozwolą niestety na robienie zdjęć, ale nie liczcie, że lepszymi okażą się miejsca na rufie. Siedząc tam będziecie przez całą drogę biczowani wodą, która odbijając się od burty wyląduje właśnie na Was. Osoby mające problemy z chorobą lokomocyjną powinny się przygotować na nie tylko na silne kołysanie, ale także na uderzenia i skoki na falach. Pierwszym miejscem, które odwiedzamy jest Zatoka Małp na wyspie Phi Phi Don. To największa wyspa w tej grupie i jedyna z zamieszkanych. W tym miejscu jeszcze tego nie widać, ale będzie tak w Zatoce Tonsai, gdzie zatrzymamy się na obiad. Małp także nie ma, ale są za to tablice ostrzegawcze. Piasek jak puder, w którym zapadamy się jak w mule, ale plaża wąziutka.

Zatokę Maya Bay nazwano kiedyś rajską plażą i taką była zanim nie zjechały tu tłumy turystów No cóż - pozostaje jedynie wyobraźnia i zachwycanie się malowniczością tego miejsca Za nami przesmyk, którym wpłynęliśmy do zatoki, pod stopami piasek i krystaliczna woda
Po krótkim postoju płyniemy na Phi Phi Leh, na słynną plażę Maya Bay, gdzie w roku 2000 nakręcono dramat przygodowy "The Beach" z Leonardo DiCaprio. Nieprzebrane tłumy i dziesiątki łodzi nie mają dla mnie nic wspólnego z rajem poza niepowtarzalną malowniczością tego miejsca.

Ścieżką pośród tropikalnej roślinności można przejść na drugą stronę wyspy To jej ostatni odcinek - wejście na małą i ciągle zatłoczoną platformę widokową Trzeba było to zobaczyć, ale mam wątpliwości czy nie lepiej było pozostać w wodzie
Decydujemy się przejść na drugą stronę wyspy na punkt widokowy, skąd można podziwiać okolicę wyspy z wysokiego klifu. Po powrocie mam jednak wątpliwości, czy nie lepiej było pozostać w wodzie. Teraz czasu pozostało znacznie mniej, ale kąpieli na Maya Bay i tak nie odpuszczę. Zapraszam dalej