Hua Hin i Wat Khao Takiab

Poranny handel w absolutnie niecodziennych warunkach rozbudził nas dokładnie i z nowymi siłami ruszamy na południe. Niepostrzeżenie przemkniemy przez prowincję Phetchaburi, a naszym celem będzie Hua Hin w prowincji Prachuap Kiri Khan. Znajdziemy się więc około 200 km na południe od Bangkoku. Hua Hin nie ma długiej historii i do XIX wieku nikt o tym miejscu nie słyszał. Gdy w roku 1834 za panowania Ramy III północną prowincję Phetchaburi nawiedziła katastrofalna susza ludzie zaczęli migrować na południe w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Założyli tu wioskę, którą nazwali Samor Riang, co można rozumieć, zależnie od kontekstu tłumaczenia, jako rząd kotew (od zakotwiczonych tu łodzi rybackich) albo rząd skał (od licznych głazów rozrzuconych wzdłuż plaży). Nazwa ta została następnie zmieniona na Hin Riang, a potem na Lam Hin, co oznacza skalną pelerynę. W roku 1911 pojawiła się dzisiejsza nazwa Hua Hin czyli kamienna głowa.
  
Do Hua Hin docieramy około 13.00 i od razu po wyjściu z autokaru spotykamy się z postacią Ramy IX Hua Hin to miejsce, którego jeszcze na początku XIX wieku praktycznie nikt nie znał Dzięki swojemu położeniu z małej rybackiej wioski osada stała się dziś prężnym miastem
Gdy dotarła tu kolej żelazna, malownicze położenie miejscowości zainspirowało elity Bangkoku, a potem członków rodziny królewskiej by budować tu letnie rezydencje. Król Prajadhipok (Rama VII) zbudował letni pałac Klai Kangwon (z daleka od problemów), który w latach 2004 - 2006 stał się ulubioną rezydencją aktualnie panującego króla Bhumibol Adulyadeja - Ramy IX. Przewlekłe problemy zdrowotne zmusiły go jednak do powrotu do szpitala Siriraj w Bangkoku i po raz kolejny pojawił się tu w roku 2013.
 
Jest siedzibą odpowiednika naszego powiatu i liczy około 85 tys. mieszkańców Jest także jednym z ważniejszych ośrodków turystycznych ulubionym przez bogatsze elity Bangkoku Po krótkim spacerze przesiadamy się do turystycznego busa, który zawiezie nas na wzgórze Khao Takiab
Centrum Hua Hinm, które pokazuję na zdjęciach, nie przypomina w niczym małej rybackiej wioski. Szybko rozwijające się miasto liczy dziś około 85 tys. mieszkańców i jest stolicą regionu będącego odpowiednikiem naszego powiatu. Piękna 4 kilometrowa plaża i klimat małej miejscowości zachęciły inwestorów do budowy luksusowych pięciogwiazdkowych hoteli. Jedynym problemem są podobno fale przypływu, które poważnie ograniczają jej szerokość. Władze regionu dbają jednak o to by zachować ten klimat i nie dopuścić do przeładowania infrastrukturą turystyczną. Między innymi dlatego Hua Hin jest jedną z bardziej ulubionych ale i droższych miejscowości turystycznych.
 
Na jego szczycie stoi świątynia Wat Khao Takiab nazywana potocznie Świątynią Małp Z tarasu rozciąga się przepiękny widok na plażę, nad którą górują pięciogwiazdkowe hotele U stóp świątyni rządzą małpy bezczelnie przeszukujące każdy zaparkowany pojazd
Panoramę miasta najlepiej widać ze wzgórza Khao Takiab o wysokości 272 m położonego około 7 km od centrum. Nazwę wzgórza można tłumaczyć jako "pałeczkowe wzgórze" mając na myśli pałeczki służące do jedzenia. Na jego szczycie stoi świątynia Wat Khao Takiab nazywana potocznie Świątynią Małp bo rzeczywiście małpy tu rządzą. Doskonale wiedzą do czego służy reklamówka, więc aby uniknąć napadu pod żadnym pozorem nie zabierajcie takich ze sobą. Każdy schowek i zakamarek zaparkowanego motocykla będzie przez nie dokładnie przeszukany i oczywiście wnętrze samochodu, jeśli ktoś pozostawi niedomkniętą szybę. Do stóp świątyni prowadzi stroma kręta droga, po której nasz autokar nie wjedzie dlatego przesiadamy się turystycznego busa. Potem jeszcze tylko pokonanie kilkuset schodów i można cieszyć się widokiem. Świątynia, jak wszystkie w Tajlandii, jest niezwykle kolorowa, a w jej wnętrzu można znaleźć posąg Guan Yin, chińskiej bogini z tysiącem ramion, a także Pu Tai postrzeganej przez Chińczyków jako obrońca dzieci i ubogich. Wrzucenie kilku monet w otwór znajdujący się w brzuchu posągu podobno przynosi szczęście. Po zejściu na dół będzie z pewnością trochę czasu by poobserwować małpy i być może utrwalić jakąś zabawną scenę.