Comalcalco czyli coś dla łasuchów
 
Dzień rozpoczęty w Santiago Tuxtla w stanie Veracruz zakończymy w Palenque w stanie Chiapas, pokonując 485 km. Łatwo nie będzie, więc spróbujemy to zrekompensować odrobiną meksykańskich smaków i zapachów. W San Andres Tuxtla było już coś dla palaczy, a teraz coś dla prawdziwych łasuchów.
Około 10 km od Comalcalco i mniej więcej w połowie drogi zajedziemy na plantację kakao, a jednocześnie do znanej fabryki czekolady. Nasz smakowity przystanek to Hacienda Cacaotera "Jesus Maria". W roku 1917 nabył ją, jako istniejącą już plantację kakao, Don Rutilo Peralta Tejeda, a w roku 1945 odziedziczyła ją córka właściciela Doña Rosaura Peralta de Cacep. Początki dzisiejszej fabryki sięgają roku 1966 gdy syn pani Rasaury, Juan Cacep Peralta, rozpoczął prace nad mieleniem surowca i opracowaniem receptury czekolady stołowej.
 
Egzotyczny rośliny otaczające plantację wręcz pozują do zdjęcia A oto i przyczyna naszej obecności - dojrzały owoc kakaowca W starej części hacjendy trochę historii i najprostszych narzędzi
Produkcja na skalę przemysłową rozpoczęła się pod koniec lat 80-tych i jest kontynuowana przez aktualnego właściciela Vicente Alberto Gutierreza. Firma znana pod nazwą Fábrica de Chocolates Cacep należy dziś do największych producentów czekolady w regionie, a jednocześnie stawia na turystykę prezentując historię i dzień dzisiejszy produkcji kakao. W części historycznej można zobaczyć warunki życia na dawnej hacjendzie, poznać współczesny proces szczepienia i uprawy kakao Criollo, zobaczyć fabrykę i oczywiście samą plantację otoczoną mnóstwem egzotycznych kwiatów. By czerpać z tej wizyty samą przyjemność musicie jednak zabrać ze sobą i obficie zastosować repelenty przeciwko komarom, których chmary potrafią pożreć żywcem.
 
Kakao wyrastające z pnia wygląda nieco dziwnie ale gwarantuję, że to nie fotomontaż A tak rośnie sobie wanilia Sama fabryka, co mogłoby wynikać z opisu, wcale nie wygląda okazale, a wręcz biednie
Na samej plantacji znajdziecie też pnącza vanilii, drzewa cynamonowe i wszystko, co stanowi aromatyczny lub smakowy dodatek do czekolady i rośnie dosłownie pod ręką. Mnie szczególnie zaskoczył fakt, że owoce kakaowca potrafią też wyrastać po prostu z pnia, bo odmiany jakie widziałam w Dominikanie chyba tego nie potrafiły. Jedną z ciekawostek jaką znaleźliśmy był też kopiec termitów na drzewie (foto po prawej), ale te z czekoladą nie mają nic wspólnego. Fabryka nie sprawia najlepszego wrażenia i chociaż jest czysto to ze względu na estetykę maszyn oraz sposób składowania pojemników mogłaby mieć problem z Sanepidem. Na zakończenie wizyty jak zwykle okazja na degustację i zakupy. Co można kupić? - czekoladki Gourmet, Mesa, Golosina, Confitería, wina i likiery na bazie owoców cytrusowych, czekolady i oczywiście kakao.
 
Chociaż dba się o czystość to przy niektórych stanowiskach Sanepid by pogroził Finalny produkt jest jednak wyśmienity o czym można przekonać się w sklepie Dla głodnych i nie tylko turystów jedno z lepszych miejsc by zjeść coś "normalnego" - Pollo Feliz
Ruszając w dalszą drogę robimy krótki postój przy jednym z punktów sieci gastronomicznej Pollo Feliz. To taki miejscowy zamiennik KFC, ale kto wie czy nie lepszy. Serwują tu kurczaka pieczonego na ogniu z dodatkiem czerwonej papryki. Czy kurczak rzeczywiście jest szczęśliwy nie miałam okazji zapytać, ale na pewno jest wyśmienity. Czekając na swoją kolej do złożenia zamówienia studiujemy menu i zauważamy, że najdroższa jest porcja odpowiadająca ćwiartce, połówka jest już wyraźnie tańsza niż dwie ćwiartki, a cały kurczak jeszcze bardziej. Z ciekawości zamawiamy więc medio de pollo y dos platos czyli połówkę i dwa talerze. Kelnerka uśmiecha się i wychodzimy na tym lepiej od innych. Przy okazji mamy to co lubimy - ja pierś, a mąż nóżkę. Do kurczaka ciepły meksykański chlebek, a w uproszczeniu krążki naleśnikowe znacznie większe od typowych tacos czyli tortilla. Teraz możemy już porozmawiać z głodnym i wytrzymać do końca trasy. Na koniec ciekawostka związana z nazwą miasteczka. Comalcalco tłumaczone z języka nahuatl to "dom z comals", a comals to specjalne patelnie do pieczenia tortilii. Czyżby Aztekowie już ją znali?
 
 
Palenque