Xalapa (Jalapa)

Chmury, które pożegnały nas nad Cantoną w końcu zwyciężyły. Ulewny deszcz towarzyszył nam niemal na całej drodze do Xalapy - stolicy stanu Veracruz liczącej około 500 tys. mieszkańców. Docieramy tu niemal przed zachodem słońca. Jest mokro i szaro, a miasto spowija lekka mgła. W tych stronach to zjawisko normalne. Trafiamy do hotelu Posada del Cafete i będzie to najbiedniejszy hotel jaki spotkamy na całej trasie. Niektórzy są zachwyceni, bo to autentyczny meksykański klimat, ale okna bez firanek i metalowe okiennice nie bardzo mi odpowiadają. Są za to dekoracje na łóżku i wiszący fotel jako atrakcja pierwszego piętra. Po prostu - inna mentalność i standard. W planie nie mamy kolacji więc już po ciemku wybieramy się do miejscowej restauracji serwującej tacos.
  
Hotel Posada del Cafete pomimo widocznej troski o klienta nie prezentuje najwyższego standartdu Wiszący fotel na I piętrze jest niewątpliwie atrakcją jakiej nigdzie więcej nie spotkałam Miasto większe od mojego jest spokojne i bez obaw można się wybrać na wieczorny spacer
Spacer ulicami przekonuje mnie, że jak na półmilionowe miasto wcale nie trafiliśmy do centrum. Chociaż jest spokojnie i bezpiecznie to zabudowa wskazuje raczej na tę biedniejszą część Xalapy. W restauracji duszno, a kakofonia pomieszanych zapachów przyprawia o mdłości. Na szczęście gospodarze uruchamiają dwa duże wentylatory i można skupić się na menu. Bardziej traktujemy to jak doświadczenie niż próbę doładowania energii, bo najeść się tym nie można. Ale to rzecz gustu.
Po śniadaniu z obowiązkowym, świeżo wyciskanym sokiem i jajecznicą, mamy jeszcze chwilę by przyjrzeć się z hotelowego tarasu życiu mieszkańców. Raczej to widok na okoliczne dachy, które jak wszędzie w Meksyku są suszarnią, spiżarnią i składem niepotrzebnych gratów.
 
Tu po raz pierwszy dałam się namówić na miejscowe tacos. Podobno można się tym najeść Pomimo chłodu i wilgoci ranek witamy w lepszym nastroju i nawet hotel wydaje się ładniejszy Z jego tarasu możemy zobaczyć przez chwilę kawałek miasta
Wg historycznych źródeł początki Xalapy datowane są na rok 1313. Dwieście lat później, w 1519, przeszedł tędy Hernan Cortes wędrując na podbój Tenochtitlan. W 1555 stał już franciszkański klasztor, ale tak naprawdę Xalapa zaczęła się liczyć dopiero w XVIII w. za sprawą szybko rozwijającego się handlu. Podobno gdy w 1804 roku odwiedził Xalapę Aleksander von Humboldt nazwał je "Miastem kwiatów", ale tej części z pewnością nie widziałam. Xalapa lub bardziej współcześnie Jalapa w języku nahuatl to "Wiosna na piasku". Być może zawdzięcza swą nazwę specyficznemu położeniu w jednym z najbardziej zróżnicowanych klimatycznie stanów Meksyku. Bo Veracruz to tropikalne upały na wybrzeżu i lodowate temperatury szczytu Pico de Orizaba. Xalapa jest gdzieś pośrodku z umiarkowanym klimatem i bujną roślinnością na wysokości 1400 - 1700 m n.p.m. Jest miastem ludzi uczących się. Ma 196 szkół podstawowych i 97 gimnazjów. Ponadto można doliczyć się 86 instytucji, które oferują maturę oraz technicznych i zawodowych centrów szkoleniowych na czele z Universidad Veracruzana założonym w roku 1944. Przyciąga on studentów nie tylko z całego Meksyku, ale z całego świata oferując 32 kierunki studiów i 22 ośrodki badawcze. Turystów tu jednak niewielu i większość traktuje ją chyba, podobnie jak my, jak przystanek na trasie.
 
Bardziej to jednak dachy, które tu w Meksyku wiele mówią o zasobności i stylu życia Uliczka przy naszym hotelu jest zbyt wąska by mógł tu wjechać i zawrócić nasz bus z przyczepą Czekamy więc przy skrzyżowaniu i stąd ruszymy w dalszą drogę do Coatepec
Nasz plan przewiduje teraz spotkanie z głównym produktem i bogactwem okolicy, dla którego właśnie cień i wilgoć to idealne warunki do życia Jest nim oczywiście kawa. Stąd też pochodzi jedna z najsłynniejszych odmian papryczek chili - Jalapeno. Chwilę czekamy na przyjazd naszego busa, który w uliczce prowadzącej do hotelu mógłby się nie zmieścić i ruszamy dalej.
 
 
Coatepec