Ale Meksyk - ile jest prawdy w tym powiedzeniu

Większe obawy miałam wieczorem w Kairze, a na pewno nie wybrałabym się na taki spacer w Kenii. W Meksyku, bardziej niż w Polsce, czułam jednak stałą obecność Policji niemal na każdej ulicy. Wystarczyło tylko zajrzeć do mijanej właśnie ciemnej bramy. Nie rozumiem też skąd się biorą rozpowszechniane opinie o brudzie na ulicach, bo na pewno nie znajdziecie potwierdzenia tego faktu na moich zdjęciach. Od tego standardu nie odbiega nawet centrum Mexico City, czy jego dzielnica Coyoacan, gdzie podobno mieszkał przez kilka lat Wojciech Cejrowski. Mam do niego żal, że w kilku odcinkach poświęconych swojemu ukochanemu miastu przedstawił je jako miejsce, w którym na pewno cię okradną, albo zabiją przy zagłuszającym ryku klaksonów. Ubarwianie opowieści jest często chwytem medialnym, ale w tym przypadku wydaje mi się przesadzone ze szkodą dla tego kraju i jego sympatycznych mieszkańców.
  
Meksyk ma swój poważny problem, który pochłania kilkanaście tysięcy ofiar w skali roku To przemyt narkotyków, ludzi i handel bronią. I chociaż taki obrazek może szokować - tu jest powszechny W miastach Policję się widzi, czuje jej aktywność i pomoc nawet na takim małym przejściu dla pieszych
Ruch drogowy to zupełnie odrębny rozdział i pod pewnym względem Meksykanie ustanowili swoisty rekord świata. Powszechne nadużywanie klaksonów jest być może mitem z przeszłości bo nigdzie się z  tym zjawiskiem nie spotkałam. Na ulicach czułam się bezpiecznie i nie zdarzyło się by kierowca nie przepuścił mnie na przejściu. O czymś takim w Egipcie czy Indiach lepiej nie marzyć. Jak ustaliłam, w roku 2011 na meksykańskich drogach zginęło 14.061 osób i biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców jest to wynik porównywalny z Polską zaledwie sprzed kilku lat. Być może dlatego ich i nasze ulice wydały mi się bardzo podobne. Meksykański rekord polega jednak na tym, że nikt (poza kierowcami w ruchu międzynarodowym) nie zdaje tu żadnych egzaminów by uzyskać prawo jazdy, a szkoły nauki jazdy praktycznie nie istnieją. Czy potraficie to sobie wyobrazić w Polsce? Najpoważniejszym problemem tak jak u nas jest prędkość i alkohol, które stanowią 90% przyczyn wszystkich wypadków. Przyjęta w roku ubiegłym Estrategia Nacional de Seguridad zakłada jednak zmniejszenie liczby śmiertelnych ofiar wypadków o 50% w okresie kolejnych 10 lat. Rząd Meksyku chce to osiągnąć poprzez zerową tolerancję dla zachowań ryzykownych i agresywną profilaktykę, której obecność naprawdę widać na drogach. Ciekawe, co w tym czasie zmieni się u nas.
 
Meksykanie nie mają w genach chaosu i nie ma go na ulicach np. w Veracruz gdzie zaglądam do sklepu Normalne tempo życia jest znacznie wolniejsze niż u nas, a małe miasteczka emanują spokojem Tak też jest na ulicach po zmroku i dlatego, pomimo zmęczenia, czasami trudno zamknąć się w hotelu
Meksyk zasłynął jeszcze jednym wynalazkiem w dziedzinie ruchu drogowego - progami zwalniającymi. To właśnie tu je wymyślono i dlatego są dosłownie wszędzie, na każdym dojeździe do miejscowości i jej ulicach. Ze względu na wysokość i kształt zdecydowanie warto je respektować.
Współczesne Mexico City to jedna z największych aglomeracji miejskich na świecie licząca ponad 20 mln mieszkańców. Wyobraźcie sobie pół Polski na obszarze około 2,5 tys. km2 czyli 10 razy mniejszym od województwa lubelskiego, umieśćcie to między górskimi wierzchołkami na wysokości szczytu naszych Rysów czyli około 2300 m n.p.m. Pozwólcie mieszkańcom żyć, pracować i jeździć dwoma milionami samochodów tak jak potrafią, a z pewnością nic Was nie zdziwi. Po Kairze i Delhi mnie zadziwiła czystość ulic i spokój jakiego się nie spodziewałam. Także inny, może nieco europejski styl życia, pozbawiony jednak nerwowości i pośpiechu. Oczywiście są wyraźne kontrasty między bogatym, rozległym centrum i biednymi przedmieściami gdzie rzucają się w oczy tysiące szarych, betonowych domków wciśniętych w górskie zbocza. Pozorny bałagan na płaskich dachach, które służą za ogólnie dostępną dla ludzkich oczu spiżarnię, suszarnię i magazyn wszelkich domowych rupieci. Pośród tego zbiorniki wodne i gazowe, talerze anten satelitarnych. Trochę jak w Egipcie, ale to jeszcze nie symbol biedy. Surowa szarość budynków nie oznacza, że ich mieszkańców nie stać na farbę, a dobytek na dachu wynika z braku piwnic, których nie buduje się ze względu na zagrożenia tektoniczne. Dla mieszkańców tych osiedli, które w sporej części powstały nielegalnie, liczy się wnętrze domu, a nie jego ściany i trzeba to uszanować. Dlatego nigdy nie nazwałabym tego obszaru slumsami, a robią to zwykle ci, którzy prawdziwych slumsów jeszcze nie widzieli. 
A sami Meksykanie? - chociaż to wiele kultur, kolorów skóry i rysów twarzy są przyjaźni i chętni do rozmowy. Pomimo, że przyjeżdżamy z daleka nie jesteśmy dla nich egzotyczni, nie oglądają się za nami jak Hindusi czy Arabowie. Przechodzimy obok siebie niemal jak w domu i tak samo czujemy się w sklepach. Jesteśmy po prostu cząstką życia ulicy, której kolorytu możemy czasami pozazdrościć, ale która niczym nie straszy i nie szokuje.
 
 
Mexico City