Merzouga - piaszczyste wydmy Erg Chebbi

Po krótkim odpoczynku w hotelu Palms ruszamy do wioski Merzouga na skraju saharyjskich wydm Erg Chebbi. To jedno z tych miejsc, na które czekałam najbardziej. Niestety, cała wyprawa jest mocno zagrożona. Niebo pochmurne i szaro-czerwone od piasku niesionego przez silny wiatr. Chwilę spędzamy w berberyjskim namiocie popijając herbatę i przesiadamy się do terenówek, którymi pojedziemy na skraj wydm. Dopiero tu poczujemy prawdziwą siłę wiatru. W piaszczystej zamieci prawie nic nie widać, a odkryte części ciała dosłownie pieką. Siła piaszczystego podmuchu jest tak wielka, że musimy się schować w pawilonie. Mniej więcej po 30 minutach wiatr nieco słabnie. Możemy wyjść na pole namiotowe i poczekać na przygotowanie naszych wielbłądów. W końcu ruszamy, ale to co dzieje się w powietrzu to masakra.
  
  
 
 
 
 

Z całej naszej grupy wycofała się tylko jedna osoba. Dotarliśmy do najwyższej wydmy i ryzykując utratę sprzętu zrobiliśmy zdjęcia. Poznaliśmy siłę pustyni i chociaż nie była to jeszcze burza piaskowa mamy już o niej jakieś pojęcie. Oszczędzając długie spodnie na dalszą trasę zostaliśmy boleśnie ukarani, ale co najważniejsze sprzęt wytrzymał. Piasek mieliśmy wszędzie i pomimo trzepania i prania jeszcze trochę wróciło z nami do domu. Mogło być cicho i słonecznie, ale i tak pustynia została zdobyta. Niespodzianką na koniec był krótki koncert lokalnego zespołu i przy światłach reflektorów wracamy do hotelu.
Jutro przejedziemy ponad 300 km przez Tinghir, do Wąwozu Todra i dalej do Ouarzazat. Relacja z tej trasy zajmie cztery kolejne strony. Będzie podzielona na odcinki, ale każda bieżąca strona będzie kontynuacją tematu rozpoczętego na poprzedniej.