Z Doliny Draa do Merzougi - przez Nkoub i Tazzarine do Alnif

Jadąc do tej pory na północ, od miejscowości Tansihte opuszczamy Dolinę Draa i skręcamy na drogę R108 prowadzącą w kierunku Nkoub i dalej do Tazzarine. Krajobraz wyraźnie się zmienia, powracają góry i odludne tereny pustynne. Tylko czasami pojawiają się pojedyncze większe zabudowania. Po dwóch godzinach od wyjazdu z Zagory docieramy do Nkoub, gdzie udaje mi się zrobić zdjęcie mężczyznom odpoczywającym przed miejscowym hotelem. Kilka kilometrów dalej zatrzymujemy się przed kasbą Ennakhile na planową przerwę i filiżankę marokańskiej herbaty.
  
Po opuszczeniu Doliny Draa krajobraz ponownie się zmienia i na plan pierwszy wraca pustynia Po dwóch godzinach drogi od Zagory docieramy do Nkoub Kilka kilometrów dalej zatrzymujemy się na krótką przerwę przy Kasbah Ennakhile
Na dziedzińcu przyciąga uwagę drobiazgowo odtworzony  model marokańskiej kasby, a wewnątrz odrobina przyjemnego chłodu. Na tarasie czekają na nas kanapy z poduchami gdzie można na chwilę wyciągnąć nogi. Ale nawet tu, pod zadaszeniem czuje się żar powietrza. W dole niewielka, spalona słońcem oaza.
  
Na dziedzińcu przykuwa uwagę misternie wykonana makieta marokańskiej kasby Po drugiej stronie kasby mała, spalona słońcem oaza Pół godziny później znów jesteśmy na trasie
Pół godziny później ruszamy dalej. Po drodze spotykamy stado dzikich wielbłądów, które majestatycznie i bez pośpiechu wędrują sobie przez pustynię. W samo południe przejeżdżamy przez Tazzarine i kierujemy się na drogę N12 w stronę Alnif. W Tazzarine zwraca moją uwagę pięknie wykonany mural  i pustka na ulicach, do której już przywykliśmy.
 
Po drodze spotykamy stado dzikich wielbłądów majestatycznie kroczących przez pustynię W samo południe przejeżdżamy przez niewielkie ale ładne miasteczko Tazzarine To chyba jedyna oznaka życia na pustych dotąd ulicach
Godzinę później kotwiczymy w Alnif na lunch. Tym razem nie będzie tajinu tylko szaszłyki. Miła zmiana, ale napoje dwukrotnie droższe niż wszędzie do tej pory. Do obiadu mamy jeszcze trochę czasu, który wykorzystujemy na spacer po mieście. Przewodnik namawia nas by pójść na miejscowy souk, ale to wyłącznie targ gospodarczy.

W sennym i rozgrzanym słońcem miasteczku nikt nie spieszy by nas powitać Po nieudanej wyprawie na targ chwilę przerwy wykorzystujemy na spacer po ulicach Tu także zjadamy lunch i chociaż miłą niespodzianką są szaszłyki to ceny napojów z księżyca
Z rzeczy, które mogą zainteresować, jedynie owoce, a poza tym warzywa, nasiona i narzędzia. Mówiąc krótko typowy arabski bałagan i niesamowity kurz, który w tym słońcu gryzie jeszcze bardziej. Aż wierzyć się nie chce, że tablica informacyjna wyświetla tylko 400C. Wracamy stąd jak najszybciej. Pod zacienionymi ścianami, na rozłożonych dywanach, drzemie kilkunastu mężczyzn, a z przydomowych ogródków zwisają nad ulicą dojrzewające granaty. Rejon Tazzarine i Alnif, a praktycznie aż po Erfoud słynie ze skamielin i właśnie teraz pojedziemy ich poszukać.