52 dni do Timbuktu

Zagora jest dla nas tylko krótkim przystankiem na szlaku, bo współczesne miasto powstało w XX w. i nie ma tu nic do zwiedzania. Jej początki jako osady na ważnym szlaku handlowym sięgają jednak daleko wstecz. I właśnie z tym wiąże się miejsce, które każdy turysta musi zobaczyć. To stojąca na granicy miasta tablica z napisem "Tombouctou 52 Jours". Stąd kupieckie karawany brnęły przez pustynię 52 dni do słynnego miasta Timbuktu w Mali, na południowym skraju Sahary. Timbuktu, położone około 20 km od rzeki Niger, było znaną osadą już w XII w. ale okres jego największej świetności przypada na XIV-XV w. gdy po przesunięciu szlaków handlowych zaczęło bogacić się na handlu solą, złotem, kością słoniową i niewolnikami.
  
Żegnamy hotel Palais Asmaa, który jedna z turystek nazwała pałacem z "Tysiąca i jednej nocy" O historii wielkich karawan ciągnących przez Saharę przypomina tablica z napisem: 52 dni do Timbuktu Zagora leniwie budzi się ze snu, co w okresie Ramadanu jest rzeczą normalną
Docierające do Europy opowieści o niezwykłym bogactwie miasta były wręcz nieprawdopodobne, ale aż do początków XIX w. pozostawały niepotwierdzone. Nie znalazł się bowiem żaden Europejczyk, nie-muzułmanin który dotarł tam, przeżył i zdał relację. W 1788 roku Brytyjczycy utworzyli Towarzystwo Afrykańskie celem odnalezienia miasta, a w 1824 roku paryska Société de Géographie ustanowiła nawet nagrodę w wysokości 10.000 franków dla śmiałka, który tego dokona. Udało się to niejakiemu René-Auguste Caillié w roku 1828, który podróżując samodzielnie w przebraniu muzułmanina bezpiecznie powrócił i odebrał nagrodę.
  
Tylko na otwarcie poczty czeka mały tłum przybyszów z okolicznych wiosek Miasto, choć niewielkie, należy do ładniejszych, jest czyste i bezpieczne Kiedyś leżało na trasie Rajdu Dakar, a dziś zagląda tu Rajd Maroka ...
Ale wróćmy do Zagory. Dzisiaj jest ona małym, cichym miasteczkiem, czystym i bezpiecznym, liczącym niewiele ponad 30 tys. mieszkańców. W większości to potomkowie dawnych nomadów, którzy wędrowali przez Saharę do czasu zamknięcia granic w latach 70-tych XX w. Od tego momentu ich dawny świat się skończył więc szukają swojego miejsca w turystyce, bo pustynię znają jak własny dom. Miasto słynie z daktyli i straszliwych upałów latem gdy wiatr przynosi tu gorące powietrze znad pustyni.
 
Dziesięć minut za miastem trafia się nam nieoczekiwany postój i okazja na kilka nowych zdjęć Ukradkiem zaglądam długim obiektywem na jedno z przydomowych podwórek Szukam też charakterystycznych symboli Maroka, a taki obrazek jest chyba jednym z nich
Wyjeżdżając z Zagory wracamy na szlak 1000 kasb i kierujemy się w stronę Alnif. Po 10 minutach mamy krótki, przymusowy postój na kontrolę bagażu bo do naszego busa trafiła przypadkowo walizka uczestnika wycieczki Rainbow Tours. Odbierze ją na kolejnym postoju. Dla nas okazja na kilka nowych zdjęć.

Kolejny krótki postój to most na rzece Draa, który chyba zwyczajowo przekraczamy na piechotę Okolica jednak na to zasługuje by popatrzeć na nią nieco wolniej niż przez okno pędzącego samochodu Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie za siebie i drogę do Zagory. Większym miastem przed nami będzie Alnif
Po dojechaniu do rzeki Draa pieszo przechodzimy przez most, co w tym miejscu należy już chyba do tradycji. Dzięki temu mogę po raz pierwszy zobaczyć dziko rosnący krzew tamaryszku, który znany jest bardziej jako roślina ozdobna, a tu wykorzystuje się go jako materiał budowlany.