Agadir - początek przygody

Naszą przygodę z Marokiem rozpoczynamy przed południem w Agadirze. Dzięki wczesnemu lotowi mamy do dyspozycji większą połowę dnia. To powinno wystarczyć na pierwszy rekonesans, wymianę gotówki i podstawowe zakupy. Martwi nas tylko niebo, kompletnie zasnute chmurami, co w naszym klimacie oznaczałoby załamanie pogody na kilka dni. To jednak swoisty urok Agadiru wynikający z bliskości gór Atlas. To one zatrzymują chmury znad oceanu, które podnoszą się i rozpływają dopiero koło południa. Dla wielu osób to codzienne zjawisko jest darem niebios, bo w prażącym słońcu trudno byłoby wytrzymać.
  
Jeszcze w powietrzu widać było gęste chmury zawieszone nad miastem, ale taki jest urok Agadiru Po drodze z lotniska dostrzegamy pierwsze symbole miasta - niebieskie taksówki sprzed 30 lat Największy supermarket Marjane będzie jednak zbyt daleko od hotelu
Po drodze z lotniska przyglądamy się realiom miasta, do których z pewnością należą niebieskie taksówki pochodzące z przełomu lat 70 i 80-tych. Stare mercedesy zadomowiły się tu na dobre i wielokrotnie spotkamy je także w innych miastach tylko w innym kolorze. Nad zatoką góruje charakterystyczne wzniesienie z arabskim napisem wyrażającym jedność trzech potęg i świętości: "Bóg, Naród, Król".  To na tych zboczach rozlokowany był kiedyś stary Agadir dopóki nie zniszczyło go wielkie trzęsienie ziemi jakie nawiedziło to miejsce w roku 1960. Miasto przestało istnieć, a ponad 15 tys. mieszkańców straciło życie. 
  
Nowy Agadir ma zaledwie około 50 lat więc z jego historii niewiele można tu zobaczyć Siedziba Prefektury Inezgane-Aït Melloul Poza prostopadłościenną bryłą minaretu trudno szukać w nowych osiedlach marokańskiego stylu
Hotele i nowe dzielnice mieszkalne powstały w ciągu minionych 60 lat. Dlatego nie ma tu praktycznie nic do zwiedzania, a pomysł odbudowy starej medyny to dopiero początek. Dziełem przypadku trafiamy do hotelu Mogador, położonego tuż przy promenadzie i wciśniętego między inne hotele. Brzeg oceanu widać jak na dłoni, ale żeby tam zejść trzeba opanować "tajemne" przejścia między hotelowym basenem a ulicą.

Na pierwszą noc trafiamy do hotelu Mogador Pokój obszerny i zadbamy z klimatyzacją, lodówką i małym telewizorem Meble i okna pozwalają wreszcie poczuć, że jesteśmy w Maroku
Nasza doba hotelowa zaczyna się od 12.00 i niestety musimy jeszcze poczekać na przygotowanie pokoju. Do tego czasu mamy okazję spotkać się z naszym przewodnikiem Marcinem i uzbrojeni w podstawową wiedzę o okolicy czujemy się nieco pewniej. Gdy wychodzimy zbliża się 13.30 i niebo jest już bezchmurne.

Z tarasu widać ocean i ulicę prowadzącą do promenady. Wydaje się, że wystarczy zejść na dół Nic bardziej mylnego bo to sztuka błądzenia. W oddali wzgórze będące wizytówką miasta Zejście na ulicę jest gdzieś tutaj
Dosłownie przed nosem właściciel najbliższego kantoru kończy pracę i opuszcza kratę. Tłumaczy się, że takie są zasady i zaprasza za półtorej godziny. Wymiana 100$ na miejscowe dirhamy zajęłaby minutę, ale wyraźnie mu na tym nie zależy więc na pewno tu nie wrócimy.  Zapraszam dalej
 
 

Agadir cz.II