Safari - ekwipunek i zagrożenia

Tu wątpliwości było sporo i cześć z nich udało mi się rozwiać dopiero na miejscu.  Przede wszystkim zadbajcie o dobre buty, które uchronią was przed ewentualnymi skaleczeniami lub ugryzieniami. Mogą to być węże, jaszczurki, małe gryzonie czy nietoperze. W samochodzie można założyć nawet klapki, bo z reguły jego opuszczanie jest zabronione. Zawsze jednak może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. To w końcu przygoda. Jesteście sam na sam z dziką przyrodą i służy Wam technika, która może być zawodna. Pierwszego dnia jeden z przewodników miał awarię samochodu tuż przed zmierzchem na terenie rezerwatu nosorożców i trzeba mu było udzielić pomocy. To wyższa konieczność i wtedy zakazy się nie liczą. Poza tym poruszanie się wieczorem po terenie przyległym do lodge niesie niebezpieczeństwa o jakich wspomniałam. Tu oczywiście nie wejdą antylopy czy większe drapieżniki, ale gryzonie i jaszczurki są na porządku dziennym (na górze po prawej - Agama czerwonogłowa). Wieczorami natomiast rządzą owady.
W dzień krótki rękaw i krótkie spodnie, chociaż pod uniesionym dachem nieźle dmucha. Aby uniknąć bolesnego zderzenia z owadem warto zabrać okulary. Na wieczór koniecznie długie spodnie i grubsza koszula lub bluza z rękawem. Powinna być luźna by utrudnić ewentualne pogryzienie przez komary. Rano w górach często zalega mgła i jest dość chłodno, ale swetry i kurtki to raczej przesada. Oczywiście zależy to od pory roku, a ja byłam w najcieplejszym okresie. Warto też pomyśleć o nakryciu głowy jako ochrony przed słońcem, owadami, a czasem i zabłąkanym nietoperzem.
 
 
Nakrycie głowy, bezpieczny i wygodny ubiór, podręczna apteczka i sprawny, naladowany sprzęt do polowania Takie momenty na trasie będą należeć do rzadkości ale warto być na to ptrzygotowanym Nawet w bezpośrednim sąsiedztwie lodge możecie spotkać takiego gościa
Pamiętajcie o repelentach przeciw owadom, bo wieczorem jest ich mnóstwo. Powietrze jest wręcz przesycone wszystkim co się rusza, od największych, które będą się z Wami zderzać w locie, po te najmniejsze ale najgroźniejsze. Ja używałam preparatu Mugga w sztyfcie i w sprayu. Nie zapomnijcie zabrać apteczki i środków antymalarycznych aby kontynuować profilaktykę. Przy dwutygodniowym pobycie w Kenii trzeba się zaopatrzyć w Malarone by uniknąć ryzyka. Rozpocząć kurację przed wyjazdem i zakończyć tydzień po powrocie. Oczywiście to kosztuje ale warto. O ile nie będziecie się konsultować ze specjalistą od chorób tropikalnych poproście swojego lekarza o przepisanie Doksycykliny. W podręcznej apteczce powinny też znaleźć się takie środki jak Nifuroksazyd, Stoperan i środki opatrunkowe.
Może się przydać porządna latarka, bo prąd w hotelach pochodzi głównie z generatorów, a te mogą się zepsuć jak wszystko. Pomijam już fakt, że awaria samochodu może Was uziemić o różnej porze. Prąd w Ngulia Safari Lodge jest włączany dopiero po 17.00 ale to wystarczy by naładować akumulatory do aparatu czy kamery. Oczywiście jeśli weźmiecie adapter do gniazda sieciowego i ładowarki. Nie zapomnijcie ładowarki do telefonu, który będzie pełnił rolę budzika. Na safari wstaje się bardzo rano. Ja na wszelki wypadek zabrałam też generator prądu 220V podłączany do zapalniczki samochodowej, ale się nie przydał.
Warto też zabrać ze sobą podręczny nóż, a najlepiej dobry wielofunkcyjny scyzoryk.
O zapas wody mineralnej w samochodowej chłodziarce zadba Wasz przewodnik i na pewno jej nie zabraknie. W pokojach zastaniecie też po jednej półlitrowej butelce. Z pewnością przyda się lornetka, nie tylko ze względu na wspaniałe widoki, ale też do szukania i oglądania zwierząt, do których nie można się zbliżyć. Obiektyw z zoomem 28-200 mm będzie idealny, ale dłuższy też może się przydać. Nie przesadzajcie z nim jednak i pamiętajcie, że dłuższy obiektyw to ciemniejszy obiektyw, a zatem czas ekspozycji będzie się wydłużał i zdjęcia w ruchu mogą wyjść zamazane. Na otwartych przestrzeniach trzeba też liczyć się z ruchem termicznym powietrza i jego wpływem na jakość zdjęć.
 
A po zapadnięciu zmroku natknąć się nawet na jeżozwierza Jeżeli możecie weźcie zoom lub trochę dłuższy obiektyw ale nie przesadzajcie z jego używaniem Warto przecież zarejestrować to co naprawdę widziały nasze oczy
O ile zatrzymacie się w lodge (znacznie wyższy standard niż camp) ręczniki nie będą wam potrzebne, ale jakiś niewielki do rąk i twarzy zawsze w samochodzie się przyda. Paszport możecie spokojnie zostawić w hotelowym sejfie - do zameldowania na safari nie będzie potrzebny. Julius przestrzegał mnie, aby wcześniej wymienić dolary na szylingi. Tak zrobiłam, ale w rzeczywistości nie jest to konieczne. Za napoje płacimy wprawdzie w szylingach, ale w recepcji lodge też można dokonać wymiany po dobrym kursie.
Na koniec uzbrójcie się w cierpliwość i odrobinę szczęścia bo safari to polowanie, a nie zoo. Chociaż przewodnicy znają ścieżki i zwyczaje zwierząt i na okrągło kontaktują się przez SB-radio to wcale nie łatwo na nie trafić. Nie siedzą przy drodze i nie czekają aż zrobicie im zdjęcie.
 
 
Tsawo West