Warunki wizowe i bezpieczeństwo

Wyjazd do Kenii wiąże się z koniecznością posiadania paszportu z okresem ważności co najmniej 6 miesięcy. Wizę kupujemy na lotnisku i od 1 lipca 2011 r. kosztuje 50$. Kto nie jest mocny w angielskim niech przygotuje sobie jakiś przykładowy formularz wizowy bo Kenijczycy są formalistami. Każde pole musi być wypełnione łącznie z wykształceniem i zawodem. Być może dostaniecie też drugi formularz dotyczący waszego stanu zdrowia i przebytych chorób, a ich lista jest imponująca. Podczas zdawania dokumentów oko kamerki zrobi wam zdjęcie, a niższe osoby będą poproszone aby stanąć na palcach.
Kenia nie jest krajem policyjnym i w odróżnieniu od Egiptu ludzi w mundurach spotyka się sporadycznie. Jedyną widoczną formacją jest drogówka na trasie z Mombasy do Nairobi i czasami wojsko. Generalnie biały człowiek jest traktowany z szacunkiem, ale wypadki się zdarzają. Samodzielne poruszanie się w ciągu dnia w mieście jest bezpieczne, ale trzeba zachować czujność bo obserwuje się wzrost przestępczości szczególnie w Nairobi i w Mombasie. Coraz częstsze są napady na turystów, organizowane przez grupy uzbrojonych bandytów. Powszechnym zjawiskiem są kradzieże kieszonkowe, wyrywanie toreb, łańcuszków, kolczyków, plecaków, aparatów fotograficznych i kamer wideo. Nie warto więc kusić biżuterią i drogim sprzętem. Oczywiście robiłam zdjęcia i filmowałam, ale nie zapuszczałam się w dzielnice podmiejskich slumsów. Poza tym przyjęliśmy zasadę, że gdy jedno z nas zajmowało się sprzętem drugie bacznie obserwowało. Kradzieże dokonywane są także przez otwarte okna samochodów podczas oczekiwania na światłach lub w korkach ulicznych. Polska rezydentka w ciągu miesiąca dwukrotnie straciła boczne lusterka samochodu, które po prostu wyrwano jej podczas oczekiwania w korku.
Pomimo szczerej sympatii, a czasami współczucia, należy unikać kontaktów z dziećmi na ulicy, nie robić im zdjęć i nie dawać słodyczy. Kenijczycy nie chcą by dzieci uczyły się żebractwa, a poza tym obawiają się porwań ze strony cudzoziemców. O tym z pewnością powiedzą Wam przewodnicy i będą skrupulatnie pilnować. W drodze powrotnej z safari, podczas przeprawy promowej w Mombasie, chcieliśmy wyrzucić skórki od bananów do śmietnika. Nasz przewodnik rozmawiał w tym czasie na zewnątrz pojazdu ze znajomym. Po wyjściu z samochodu zostaliśmy natychmiast zawróceni pomimo, że na promie było w tym czasie wyjątkowo pusto i w naszej ocenie żadnego zagrożenia.
W odróżnieniu od Egiptu w Kenii życie nocne nie istnieje i wieczorami na ulicach nie widzi się ludzi. Generalnie obowiązuje zasada by po zapadnięciu zmroku nie opuszczać hotelu, a wszystkie dokumenty pozostawiać w pokojowym (hotelowym) sejfie. Paszporty nie są potrzebne do zameldowania w hotelach znajdujących się na terenie parków narodowych (lodge), nikt też nie sprawdza ich po drodze. Dlatego porady by robić kopie dokumentów przed wyjazdem i posługiwać się nimi na miejscu uważam za niecelowe szerzenie strachu. Bezpieczeństwa na terenie hotelu strzeże cywilna służba security. Jej funkcjonariusze są umundurowani, ale nieuzbrojeni.
W Kenii nie wolno fotografować ani filmować wojska, obiektów wojskowych, urzędników państwowych, policji, lotniska, mostów oraz starego i nowego portu w Mombasie. Należy też powstrzymać się od spontanicznego fotografowania miejscowej ludności i chyba jak wszędzie, lepiej zapytać o zgodę.

Zakupy
Miejscową walutą jest szyling kenijski i warto wymienić trochę pieniędzy już na lotnisku prosząc o małe nominały. Średni kurs to około 70 – 76 szylingów za dolara. Bez problemu i straty można dokonać wymiany w hotelu i lodge na safari, gdzie w szylingach płaci się za napoje do posiłku. Te niestety są drogie i półlitrowa szklanka miejscowego piwa kosztuje 300 szylingów. W fabryce rzeźby, butikach i u prywatnych sprzedawców można płacić w szylingach, dolarach i euro.
W Kenii nie ma zwyczaju bakszyszu, dlatego bardzo sporadycznie ktoś wyciąga rękę po napiwek i z reguły nigdy na terenie hotelu. Warto jednak pamiętać, że wydatek rzędu 100 szylingów (około 4,50 PLN) może sprawić komuś wielką radość.
Dlatego warto, chociaż co kilka dni, pozostawić coś na łóżku czy wynagrodzić szczególnie miłego kelnera. Zwyczajowo wypada dać napiwek bagażowym, którzy zaniosą nasze walizki do pokoju. Stawka wynosi około 50 – 60 szylingów od sztuki bagażu, ale uwzględnijcie fakt, że zwykle będą w tym uczestniczyć dwie lub trzy osoby. Wtedy wypada dać około 100 szylingów na osobę. Napiwek nie jest obowiązkowy na wycieczkach i safari, a dajemy go tylko wtedy, gdy jesteśmy zadowoleni z obsługi. W przypadku kierowców-przewodników na safari zwyczajowa stawka wynosi około 5 - 6 dolarów od osoby za dzień i cała sumę wręczamy kierowcy na zakończenie przygody.
Okazji do zakupów jest wiele, a egzotyczne miejsce zwykle skłania by kupić coś oryginalnego. Trzeba jednak uważać na ceny. Jeżeli kupujemy od prywatnego sprzedawcy trzeba się targować, bo pierwsza cena może przyprawić o zawrót głowy. Najbardziej popularne są rzeźby w drewnie. Cna zależy od tego, z jakiego drewna i jak precyzyjnie rzeźba jest zrobiona. Zestaw czterech małych masek można kupić za 900 – 1000 szylingów. Za parę Masajów z drewna różanego o wysokości około 35 cm i tej samej wielkości maskę zapłaciłam 2700 szylingów i 10 dolarów, przy cenie wywoławczej 9700 szylingów. Przy tej okazji poznałam chyba jedynego Kenijczyka o imieniu Zygmunt i historię tragicznej suszy, a potem powodzi, która zabiła tysiące zwierząt.
W sumie wyroby z drewna najlepiej kupić zwiedzając fabrykę rzeźby w Mombasie, a gdy obawiamy się o przekroczenie dopuszczalnej wagi bagażu – już po odprawie na lotnisku. Tu jednak będzie trochę drożej. Koszulki i tkaniny są w cenach zbliżonych jak w Polsce, chociaż na lotnisku można je kupić taniej niż w hotelowym butiku. Smakosze kawy powinni odwiedzić najbliższy supermarket, co czasami wiąże się z koniecznością dojazdu, a w przyprawy można zaopatrzyć się na targowisku w Mombasie.
Najlepszym upominkiem tak samo dla dorosłych jak i dzieci będzie długopis, który „klika”. Z powodzeniem możecie go też potraktować jak towar w handlu wymiennym. Jeżeli w trakcie pobytu zamierzacie odwiedzić jakąś kenijską szkołę weźcie ich tyle ile możecie, a także zeszyty, ilustrowane książeczki i oczywiście słodycze. Zapytałam Kenijczyków wprost jak powinnam zachować się wobec dzieci by nie wyrządzać przykrości rodzicom, czy chcąc coś ofiarować pytać ich o zgodę.
Opinie na forach były krańcowo sprzeczne, a sprawa wygląda tak. Każde dziecko w każdym kraju ucieszy się z jakiegoś drobiazgu, ale najlepiej robić to w szkole, a nigdy na ulicy. Kenijczycy chcą by spotkanie z gośćmi z daleka dobrze kojarzyło się dzieciom ze szkołą. W ten sposób nabierają przekonaia, że jest to forma szczególnej nagrody za obecność na lekcjach i chętniej do niej chodzą. Dawanie czegoś na ulicy uczy dzieci żebractwa, a tego chcieliby za wszelką cenę uniknąć. Unikajmy też dawania pieniędzy. Tu przyda się wszystko - t-shirt, klapki, a przybory szkolne przede wszystkim.
 
 
Hotel Baobab