Hotel Heritage Village Club

Po wyczerpującym ale pełnym wrażeń tygodniu dotarliśmy wreszcie do naszego hotelu by cieszyć się słońcem, oceanem i odpoczynkiem. Z dostępnej oferty wybraliśmy Heritage Village, który ma co prawda tylko trzy gwiazdki, ale w mojej opinii zasługuje na więcej. Można go znaleźć około 17 km na południe od Marmagao, w pobliżu wioski Cansaulim, do której mamy pieszo nie więcej jak 2 km. Hotel otoczony jest bujną, dziką roślinnością, o którą na jego terenie dba się w sposób szczególny. Nie należy do najmłodszych, ale jest całkowicie odnowiony, bardzo kameralny, a jego istotnym atutem jest miła obsługa.
  
Podjazd do hotelu. Droga na wprost prowadzi na plażę oddaloną o jakieś 300 m Wejście główne do recepcji otoczone zielenią i rzeźbami, a powyżej balkon naszego pokoju Tu po południu można schować się przed słońcem, lub poczekać na umówioną wycieczkę
Standardowy pokój w jednopiętrowych willach ma powierzchnię ponad 25 m2 dysponuje lodówką, zestawem do kawy i herbaty, telewizją satelitarną i sejfem. Jest oczywiście klimatyzowany, a widok z okna zależy od przypadku. My trafiliśmy do pokoju tuż nad recepcją i każdego rana budził nas szum kokosowych palm. Ciekawym zwyczajem jest umieszczanie przy drzwiach pokoju wizytówki z imionami mieszkających w nim gości.  Room service zdecydowanie na piątkę, podobnie czystość w budynku i na zewnątrz.
 
Na przeciwko wejścia egzotyczna roślinność maskuje parkan i aż szkoda że rośnie w tym miejscu Nigdzie dotąd nie spotkałam przed hotelem takiej pustki i ciszy W głębi, za dużym drzewem dobrze zaopatrzony sklep z pamiątkami, biżuterią i wyrobami telstylnymi
Kuchnia oferuje dania lokalne i europejskie, ale nie liczcie na schabowego, czy wołowy gulasz. Nawet jeśli nazwy potraw brzmią jakoś znajomo to będzie w nich charakterystyczny indyjski smaczek z dużą ilością ostrych przypraw. Nie każdemu może to odpowiadać, ale widać starania by wszystko było atrakcyjnie podane i kolorowe. Dla głodnych znajdzie się też dwukrotnie w ciągu dnia jakaś przekąska w barku przy basenie. Dwa razy w tygodniu kolacja podawana jest na zewnątrz. Towarzyszą jej zwykle występy artystów i miałam szczęście spotkać akrobatów z Kenii, których zapamiętałam z fantastycznego programu w hotelu Baobab.
   
Wewnątrz kameralny basen otoczony pawilonami mieszkalnymi Z barku można skorzystać zarówno od strony wody jak i z zewnątrz Zwarta zabudowa nie sprawia wrażenia ciasnoty i zapewnia dodatkowy cień
Ciasna zabudowa i wszystko w zasięgu ręki dla wielu z Was może być atutem, chociaż po kilku pobytach w Egipcie można odnieść wrażenie, że jesteśmy tu na zaproszenie w jakiejś prywatnej rezydencji. Ładny basen z barkiem na wodzie i dostępem z zewnątrz, ma sprawną i wyjątkowo miłą obsługę. Ręczniki kąpielowe wydawane i wymieniane są bez ograniczeń. Można je także zabrać na plażę, ale trzeba zgłosić to wartownikowi i rozliczyć się po powrocie.  Jest to jakąś regułą, ale nie przestrzeganą konsekwentnie.
Pomimo bliskości oceanu, a właściwie Morza Arabskiego, większość gości spędza czas właśnie tu przy basenie i znalezienie wolnego miejsca bliżej południa nie jest łatwe. W pobliżu basenu, na podwyższonym terenie rozkładają się też gościnnie miejscowi sprzedawcy więc nie warto zajmować tych miejsc, bo być może trzeba się będzie ewakuować. Można u nich kupić garderobę, ale także dziesiątki indyjskich przypraw sprzedawanych na wagę. W takim dniu całe powietrze przepełnione jest mieszanką egzotycznych aromatów. Zakupy oczywiście wymagają twardego targowania, bo zwykle z rana ceny wywoławcze są trzykrotnie wyższe od realnych Szczególną okazją do zakupów są te uroczyste kolacje, bo na straganach pojawia się chyba wszystko co indyjskie.
Działalność animatorów jest bardzo skromna i ogranicza się do organizowania zajęć i gier zespołowych na terenie basenu. Wieczorami skromniutko i cicho, a szkoda. Modna jest tu także gra w bingo ale w amerykańskim stylu na pieniądze. Dla dzieci zbudowano mały plac zabaw z kilkoma przyrządami, ale jak znam maluchy - szybko się znudzą.
 
 
Hotel i Arossim Beach