Delhi - Ostatnie chwile w stolicy

W ostatnich godzinach spotkania ze stolica postanowiliśmy zdobyć się na samodzielność i zasmakować prawdziwego życia normalnej ulicy. Tej tonącej w kurzu, smogu, pełnej ludzi i szalejących wehikułów. Dla większej pewności udało nam się zorganizować małą grupkę i spod hotelu ruszyliśmy dwoma tuk-tukami do centrum handlowego przy stacji metra MG Road. Tego musicie spróbować nie tyle dla zakupów ile samej frajdy. Dwadzieścia minut szaleńczej jazdy i jesteśmy na miejscu, jak delegacja rządowa, dwoma limuzynami tyle że bez eskorty i pilotażu. Centrum Przy MG Road to dwa wielkie domy towarowe po obu stronach estakady metra. Jeden indyjski i tu warto zajrzeć, drugi europejski niczym nie różniący się od naszych. Najciekawsza była w nim obserwacja Hindusów zgromadzonych przy sporym telebimie i przeżywających mecz w cricketa. Nie ma się co dziwić, bo Indie to mistrz świata w tej dyscyplinie z 2011 roku.
 
MG Road można potraktować jako atrakcję turystyczną wliczając w to szaloną jazdę tuk-tukiem Ceny są tu jednak wysokie chociaż jakość wyrobów zdecydowanie najlepsza Samo metro robi dość przygnębiające wrażenie, ale tylko na nas, setki pasażerów nie zwracają na to uwagi
W indyjskim sklepie, a w zasadzie w dziesiątkach butików na kilku kondygnacjach wyroby indyjskich firm i rzemiosła. Można tu kupić wyjściowe sari za kilka tysięcy rupii i drobną biżuterię. Wszystko kusi kolorami i nieco odstrasza ceną. Męska koszula sportowa, bez porównania lepsza niż na targu, to wydatek powyżej 80 zł. Są rzeczy stosunkowo tanie i takie, które warto kupić bo nie znajdziemy ich nigdzie poza Indiami, ale na sari ostatecznie się nie zdecydowałam. Pisząc wcześniej o zakupach raczej nie polecałam tego miejsca, jednak traktując je w kategoriach atrakcji turystycznej warto tu zajrzeć. Samo metro robi dość przygnębiające wrażenie, zwłaszcza przez obecność "nietykalnych", kobiety z malutkimi dziećmi i dzieci żebrzące przed i na schodach estakady. Same sklepy są jednak strzeżone i nikt w brudnym lub poszarpanym ubraniu tu nie wejdzie. Atmosfera w niczym nie przypomina targowiska, nikt nie nagabuje co najwyżej delikatnie zaoferuje pomoc. Powrót do hotelu nie nastręcza żadnych trudności bo okolice dworca to jeden wielki postój tuk-tuków - brać, wybierać i targować.
 

Delhi zapamiętam jako wielkie i ciekawe miasto, wcale nie brudne czy biedne chociaż pełne kontrastów i z nimi zostawiam Was jeszcze przez chwilę.
 
 
 

 
 
 
Agra