Rubane - Fishing Club Bijagos

Bob Fishing Club Bijagos to jedno z tych miejsc, do których warto trafić wybierając się na wyspy archipelagu. Ja przynajmniej zapamiętam Rubane jako jeden z najpiękniejszych zakątków na całej trasie. Jeśli to jeszcze nie raj to z pewnością jego przedsionek. Bajeczna plaża ze złotym piaskiem o konsystencji pudru i stylizowane bungalowy ukryte pośród dzikiej roślinności. Hotel na wyspie odciętej od cywilizowanego świata ma praktycznie wszystko, czego brakuje nawet w renomowanych kurortach na Senegambia.
  
Rubane od strony oceanu to bajeczna plaża ze złotym piaskiem o konsystencji pudru Naniesione lub podmyte przez fale konary tworzą na tle rdzawej ziemi malownicze kompozycje Na wzgórzu, bungalowy wtopione w dziką roślinność przypominają miejscowe wioski
Oczywiście nie wszystko jest przez cały dzień, ale trudno się dziwić. Od godz. 19.00 jest elektryczność z własnych generatorów, klimatyzacja i ciepła woda z własnego ujęcia. Tak samo z rana i w porze obiadowej. Być może mieszkalna część bungalowu wygląda nader skromnie, ale jest czysto, duże miejsce do spania i wypoczynku, a za kotarą łazienka z prysznicem i toaleta.
 
Chociaż teren nie jest rozległy to jego ukształtowanie i zieleń dają duże poczucie prywatności To był nasz domek niemal nad samym urwiskiem i widokiem na ocean Między palmami można dostrzec taras restauracji i zjeść kolację słuchając delikatnego szumu fal
Na tarasie przed domkiem stolik i krzesełka, na których można odpocząć i upajać się wspaniałym widokiem na ocean. Gdy wychylić się nieco bardziej spośród zarośli widać taras restauracji na którym siądziecie do kolacji lub śniadania przy akompaniamencie delikatnego szumu fal. Fishing Club to jak nazwa wskazuje raj dla wędkarzy. W dniu wolnym można wynająć łódź z fachową obsługą na cztery godziny i zapolować na barrakudę lub innego oceanicznego potwora.
 
Na tej małej plaży nie ma nikogo poza hotelowymi gośćmi Nasza pierwsza kolacja i wielka barrakuda, której próbowałam pierwszy raz w życiu Skromne wnętrza bungalowu dają wszystko co jest potrzebne do wypoczynku
Właśnie na pierwszą kolację podano nam doskonale przyrządzoną barrakudę, do której z powodzeniem mogło siąść dziesięć osób i nikt nie odszedł głodny. Kolejnego wieczora próbowaliśmy kolejnego miejscowego przysmaku - kotletów z Otolika (Otholite), którego naukowa nazwa to pseudotolithus senegalensis. Wielka ryba dochodząca do 15 kg była wyśmienita. O ile dobrze pamiętam - na przystawkę były szaszłyki z krewetek. Bo je się tutaj to co się złowi i co Bob dostarczy z dalekiego stałego lądu.
 
Chociaż początkowo nie było w naszej grupie zgodności czy chcemy ich zobaczyć - było warto Blisko godzinny wytęp przy akompaniamencie bębnów był arcydziełem sprawności i gracji Do lokalnej tradycji należy przejście pod koniec tańca do indywidualnych popisów akrobatycznych
Wielką atrakcją wieczoru będzie też występ miejscowego zespołu tanecznego w tradycyjnych rytualnych strojach i zoomorficznych maskach oceanicznych drapieżników. Biorąc pod uwagę tempo tańca i niezwykle dynamiczną choreografię, wytrzymałość tancerzy była naprawdę niezwykła. To trzeba samemu zobaczyć.