Z Bissau na Bijagos

Powoli zbliżamy się do Bissau. Jeszcze tylko przerwa na tankowanie i tu kolejna, lokalna ciekawostka. Na stacjach benzynowych można kupić wszytko nieco taniej niż w normalnych sklepach. Jest nawet słynna wódka palmowa w oryginalnych, plastikowych opakowaniach przypominających nieco nasze butelki do octu. Krótko potem mijamy międzynarodowe lotnisko, którego nazwa to ukłon w stronę byłego prezydenta Osvaldo Veiry. Dla równowagi, na skrzyżowaniu przed nim pomnik aktualnego przywódcy (foto po prawej).
  
Na gwinejskich stacjach benzynowych można zrobić zakupy nawet nieco taniej niż w zwykłym sklepie Główny budynek portu lotniczego Osvaldo Veira przy Avenida dos Combatantes da Liberdade de Patria Najdłuższy targ stolicy w Bissau ciągnie się wzdłuż głównej dwupasmowej ulicy
Na pół godziny zatrzymujemy się w pobliżu jednego z miejscowych targowisk z lokalnymi wyrobami. Bardzo szybko i po korzystnej cenie udaje mi się kupić planowaną maskę i kilka oryginalnych breloczków. Kuszą bajecznie kolorowe chusty, ale przeglądanie zbiorów i kolejny rytuał targowania z pewnością przekroczyłyby zaplanowany limit czasu. Potem już tylko przejazd przez największy targ w stolicy, który ciągnie się co najmniej na długości kilometra na głównym trakcie do portu.
 
To głównie targowisko dla miejscowych gdzie można kupić dosłownie wszystko Avenida Domingos Ramos w starej dzielnicy Bissau bezpośrednio przyległej do portu Chociaż wielu historyków uznało go za zbrodniarza to w Bissau Che Guevara zasłużył na swój plac
W końcu wjeżdżamy do starej części Bissau, gdzie można jeszcze zobaczyć dawną kolonialną zabudowę i stary portugalski fort, w którym dziś stacjonuje wojsko. Niestety to kolejny obiekt z zakazem fotografowania. Krążymy w pobliżu placu Che Guevara, gdzie w pobliskiej knajpce można doładować energię przed dalszą trasą. Mnóstwo tu handlarzy i bardzo przystępne ceny prażonych orzeszków nerkowca.
 
W porcie nasze bagaże znów idą do przeładunku tym razem na motorową łódź Boba Tym sprzętem popłyniemy z prędkością 40 km/godz na wyspy Archipelagu Bijagos Po upływie pół godziny ciągle jesteśmy na rzece, która przy swoim ujściu ma szerokość 14 km
Stąd jedziemy do portu, gdzie nasze bagaże trafią na motorową łódź Boba, z którym popłyniemy do jego hotelu na Bijagos. Gdy dokładnie popatrzymy na mapę staje się oczywiste, że ruszamy z portu rzecznego i minie jeszcze 45 minut zanim pożegnamy wielką wodę Rio Geba. A będziemy płynąć z prędkością 38-40 km/godz. Pomylić się łatwo, bo rzeka w swoim ujściu ma około 14 km szerokości.
 
Przed zachodem słońca po pokonaniu blisko 80 km docieramy na wyspę Rubane Na brzegu wita nas Sabine i wspaniała egzotyczna roślinność, pośród której stoi rząd bungalowów Tu zaczyna się następny rozdział naszej przygody. Na kolejne dwa dni i trzy noce zostaniemy na Rubane
Przed zachodem słońca docieramy na wyspę Rubane i miejsce, które nosi nazwę "Bob Fishing Bijagos Club". Piękny teren z egzotyczną roślinnością i serdeczne powitanie przez Sabine to miła zapowiedź kolejnych dwóch dni. Pierwszą niespodzianką będzie menu dzisiejszej kolacji, ale o tym i całym hotelu opowiem opowiem już na kolejnej stronie. Nasze współrzędne to 11°18'8.04"N i 15°48'49.39"W