Targ rybny w Kafountine

Targ rybny w Kafountine jest podobno największym w Senegalu, ale i tak jest tylko małą cząstką wielkiego przemysłu, któremu surowca dostarczają nieprzebrane łowiska Atlantyku u wybrzeży Afryki Zachodniej. Czy rzeczywiście nieprzebrane? Od kilku lat biją na alarm naukowcy, działacze Greenpeace i miejscowych organizacji zawodowych związanych z rybołówstwem. Biedne kraje tego regionu potrzebują pieniędzy, ale pomimo wielu bogactw naturalnych nie mają przemysłu wydobywczego i przetwórczego. Sprzedają więc własne bogactwa naturalne, w tym prawa do połowów. Tylko z tego miejsca odjeżdża dziś około 30 tirów załadowanych rybami i innymi owocami morza. Jeszcze kilka lat temu wyjeżdżało ich ponad 60. Łowiska więc wyraźnie ubożeją także dlatego, że nie ma komu kontrolować licencji, liczby zagranicznych trawlerów i ich rzeczywistego tonażu. Mnożą się więc na masową skalę oszustwa i nielegalne połowy.
  
W Kafountine zobaczycie setki olbrzymich łodzi i tysiące ludzi czekających na połów Dziś żyją tu i pracują dzięki bogactwom oceanu, którego zasoby kurczą się z każdym rokiem Problemem nie są kolorowe łodzie miejscowych rybaków ale zagraniczne trawlery i masowe oszustwa
Jak obliczono tylko nielegalne połowy na wodach Senegalu przynoszą gospodarce tego kraju straty szacowane na 150 miliardów FCFA czyli 230 mln euro rocznie. Ale te straty to tylko pieniądze. Połowy bez licencji, naruszanie wydzielonych stref, połowy gatunków niedojrzałych, używanie silników i sieci niezgodnych z prawem międzynarodowym to rabunkowa gospodarka, która znacznie większe straty wyrządza ekosystemowi morskiemu, pozbawiając ryby i duże ssaki ich głównego pożywienia. Już dziś dostrzega się znikanie wielu gatunków ryb i skorupiaków. W 2012 roku nowo wybrany rząd senegalski pod naciskiem różnych podmiotów, anulował licencje połowowe dla 29 międzynarodowych trawlerów rybackich. To jednak za mało. Pojawiła się nowa praktyka polegająca na zaniżaniu tonażu brutto statków rybackich pozwalająca płacić niższe opłaty licencyjne i połowy w obszarach zakazanych dla dużych jednostek. Podobno w procederze tym przodują Chińczycy co wcale mnie nie zdziwiło biorąc pod uwagę, że to oni są siłą napędową kłusownictwa w centralnych regionach Afryki.
 
Jak wielkie są rybackie pirogi można się przekonać dopiero na brzegu Gdy łodzie odpoczywają, na brzegu wre praca przy sortowaniu i transporcie ryb Zależnie od przeznaczenia będą zasolone, przesypane lodem, suszone lub wędzone
Pomimo przedstawienia konkretnych dowodów takich oszustw, a nawet powiązań z lokalnymi dysydentami cisza senegalskiego rządu jest bardzo niepokojąca. Jak ustaliłam, 24 marca 2016 roku koalicja organizacji społecznych i środowiskowych związanych z gospodarką morską i ochroną zasobów, w tym rybackich stowarzyszeń rzemieślniczych i kobiet zatrudnionych w przemyśle przetwórczym wezwała ministra rybołówstwa i gospodarki morskiej z Senegalu do udzielenia natychmiastowej odpowiedzi w sprawie działań podjętych przez rząd w związku z udowodnionymi oszustwami. Czy to coś zmieni?
 
Istotny odsetek zatrudnionych w przemyśle przetwórczym stanowią kobiety Takie maty do suszenia ryb spotkacie na odcinku kilkuset metrów poza strefą wyładunku W innym miejscu będą to hałdy muszli skorupiaków, które posłużą jako wypełniacz budowlany
Tu na plażach Kafounine tego problemu nie zobaczycie. Zobaczycie natomiast setki olbrzymich łodzi i tysiące ludzi czekających na połów, ciągnące się kilometrami maty do suszenia ryb i hałdy muszli skorupiaków, które po mechanicznym skruszeniu sprzedaje się jako materiał budowlany. Podobne miejsca jak to ciągną się na całym południowym wybrzeżu, aż po Cap Skiring. Jeżeli nic się nie zmieni to ludzie, którzy od wieków żyją dzięki bogactwu oceanu zostaną zmuszeni do poszukiwania nowego miejsca i pierwszej kolejności zostaną mieszkańcami slumsów na przedmieściach większych miast. Świadomość tego zagrożenia staje się coraz powszechniejsza, a przez to zupełnie inaczej odbiera się to egzotyczne i fascynujące miejsce.