Fotografowanie

Miejscowi nie bardzo lubią gdy kieruje się obiektyw w ich stronę. Machają rękami, a nawet krzyczą chociaż nie jest to tak powszechne jak w Maroku. Wynika to z błędnego przekonania, że biały człowiek robi zdjęcia, które później pojawią się jako kartki pocztowe i będzie na nich zarabiał. Trudno im zrozumieć, że można je robić po prostu na pamiątkę. Aby tego uniknąć bądźcie dyskretni, postarajcie się o nieco dłuższy obiektyw, albo zapytajcie o zgodę. Czasami będzie to kosztować, ale może warto. Najlepsze zdjęcia udawało mi się robić z daleka od zasadniczej grupy, bo gdy pojawi się chmara białych z aparatami to właśnie na nich skupiają swoją uwagę. Znacznie łatwiej jest w wioskach gdzie ludzie są o wiele bardziej otwarci. Najfajniejsze są dzieci, ale jeśli chcecie je przyciągnąć i czymś zainteresować to robiąc zdjęcia, nawet najdroższym sprzętem, nie zapomnijcie o smartfonach. One uwielbiają pozować, ale natychmiast po tym oglądać efekt na wyświetlaczu. W Gambii Senegalu i Gwinei Bissau obowiązuje całkowity zakaz fotografowania ludzi w mundurach, obiektów wojskowych i gmachów rządowych. To samo dotyczy przejść granicznych i posterunków kontrolnych gdzie roi się od funkcjonariuszy po cywilnemu. Szkoda, bo tu kumuluje się prawdziwe, dynamiczne życie. Żeby nie kusiło, najlepiej schować aparaty, bo może się to skończyć długotrwałą kontrolą Waszego sprzętu, a oni uwielbiają oglądać zdjęcia i nigdzie się im nie spieszy. Dlatego nie znajdziecie niestety moich zdjęć starego, portugalskiego fortu w Bissau czy pałacu prezydenckiego. Tylko raz złamałam ten zakaz nie mając pojęcia, że przejście graniczne to tak rozległy obszar. Poza tymi zawsze warto mieć sprzęt zawsze gotowy do użycia bo nigdy nie wiadomo co się zdarzy.
  
To zdjęcie zrobiłam specjalnie by pokazać typową reakcję na obiektyw więc róbcie to dyskretniej Piękne i bajecznie kolorowe ale nie pasują do naszej ulicy. Sam materiał może być jednak dobrym pomysłem To miejsce nie ma nic wspólnego z arabskim targiem, bez obaw można zajrzeć wszędzie, kupić lub zamówić
Pieniądze i zakupy
 

W Gambii obowiązuje miejscowa waluta dalasi i praktycznie tylko nią można się posługiwać. Wymiana z euro lub dolarów nie stanowi problemu w miejscowych kantorach i licznych oddziałach Western Union. Jeden dolar odpowiada 40-42 dalasi, a dla celów praktycznych można przyjąć, że 10 dalasi = 1 PLN. Nie martwcie się o wymianę nawet jeśli przylecicie tu późnym wieczorem. Pierwszą zrobiłam w hotelowej restauracji by kupić napoje do posiłku. Opuszczając Gambię wymiany można dokonać na przejściu granicznym. W Senegalu i Gwinei Bissau obowiązuje Frank Zachodnioafrykański emitowany przez Centralny Bank Państw Afryki Zachodniej. Jego zaletą jest sztywny kurs wobec euro który wynosi w praktyce 650 CFA (XOF) za 1 euro. Odpada więc problem gdzie dokonać najkorzystniejszej wymiany. W przeliczeniu na złotówki 1000 CFA to 6,50 PLN. Do Senegalu i Gwinei Bissau nie zabierajcie dolarów bo to dziwna dla nich waluta, której nie rozumieją i nie tolerują. Trudno ją wymienić, a jeśli się uda to po bardzo niekorzystnym kursie. W restauracjach i hotelach nie zostawiajcie napiwków w dolarach, bo nawet w Gambii banknot o nominale 1 dolara sprawia poważny kłopot. Dlatego barmani czy pokojówki co jakiś czas proszą o wymianę jedynek na miejscowe dalasi albo jeden banknot o większym nominale.
Na objeździe pomimo luzu nie ma za wiele czasu na zakupy, bo w ciągu 30-45 minut trudno spokojnie przejrzeć stoiska i potargować się o dobrą cenę. Warto jeszcze przed wyjazdem zdecydować się co chcemy przywieźć i tak ukierunkować swoje poszukiwania. Bardzo ładne są wyroby z drewna, a przede wszystkim maski. Taką jak zaplanowałam o długości 60 cm kupiłam na targu w Bissau za 9000 CFA przy cenie wywoławczej 25000 CFA. Jak z tego wynika trzeba się targować, ale zawsze z uśmiechem na ustach. Najlepiej ustalić sobie cenę w złotówkach jaką gotowi jesteście zapłacić, a jej osiągnięcie niemal zawsze się uda. Nie podejmujcie jednak targowania wyłącznie dla zabawy. Jeżeli zaproponujecie jakaś cenę i na koniec sprzedawca się na nią zgodzi to nie wypada odstąpić od zakupu, bo takie zachowanie jest dla niego obraźliwe. Ładne są oryginalne afrykańskie breloczki z kości i muszelek oraz miejscowa biżuteria. Tu jednak uważajcie bo sporo naszyjników i bransoletek to chińskie koraliki. W tradycyjnych damskich strojach raczej trudno będzie pokazać się na naszej ulicy, ale wzory i kolory są fantastyczne więc można zastanowić się nad materiałem do uszycia po powrocie. Można natomiast kupić na miejscu gotowe męskie koszule. Niestety, są zwykle za krótkie i za szerokie, ale można zamówić na stoisku uszycie na miarę. Będą gotowe następnego dnia. W Gambii kosztowały mnie po 250 dalasi za sztukę. Z gotowymi spódnicami czy spodniami damskimi trzeba uważać, bo chociaż materiał może kojarzyć się z Afryką to na metce znajdziecie Made in Thailand lub India. Tu powinniście zmieścić się w kwocie 150 dalasi za sztukę. Palącym odradzam zabieranie papierosów ze sobą. Na miejscu kupicie Malboro i inne dobre marki po 35 dalasi za paczkę i 300 dalasi za karton. Paczka wynosi więc około 3,00 PLN, a w Gwinei Bissau jeszcze taniej. Miejscowy alkohol to wydatek około 12,5 PLN za 1 litr. Warto spróbować miejscowej Brandy czy wódki z soku palmowego. Nie ma problemu z napojami, ale woda mineralna jest droższa niż Coca-Cola. W samoobsługowych marketach bez trudu kupicie pieczywo, wędlinę, żółte sery czy konserwy rybne. Są paczkowane, bezpieczne i w większości importowane. Można nawet trafić na polski żółty ser i parówki. Ceny są jednak wysokie. Żółty ser Gouda marki Mlekovita paczkowany po 200 g kosztuje w Gambii 175 dalasi czyli około 17,5 PLN. Takie sklepy są więc wyłącznie dla turystów i bogatych miejscowych, bo przeciętny, pracujący Gambijczyk, który zarabia 1800-2000 dalasi miesięcznie, nie przyjdzie tu po zakupy. Poza tym na całej trasie spotkacie mnóstwo stoisk z owocami cytrusowymi, a orzeszków ziemnych i orzechów nerkowca chyba nigdzie nie kupicie taniej, bo ich uprawy należą do największych na świecie. Unikajcie jednak zakupów na przejściach granicznych bo tu sprzedawcy są wyjątkowo natrętni a ich pomysły cenowe nadają się na scenariusz w gatunku science-fiction.