Afryka Zachodnia i zdrowie

Jadąc do Czarnej Afryki trzeba mieć świadomość, że lokalna opieka zdrowotna należy do tych miejsc, których z pewnością chcielibyście uniknąć. Poza tym, w wielu punktach na trasie, odległości do najbliższego szpitala będą tak duże, że szybkie udzielenie pomocy będzie niemożliwe. Dlatego trzeba przewidzieć wszystko, co może się zdarzyć i spokojnie skompletować podręczną apteczkę. Muszą się w niej znaleźć środki na ewentualne problemy żołądkowe, zakażenie dróg moczowych, środki odkażające i opatrunkowe w razie przypadkowego skaleczenia lub zadrapania. Na miejscu trzeba jak najczęściej myć ręce, a w razie braku bieżącej wody mieć przy sobie zapas chusteczek ze środkiem dezynfekującym. Nie unikniecie bowiem bezpośrednich kontaktów, a w wioskach chodzenie z miejscowymi dziećmi za rękę jest niemal rytuałem. Przy zakupach będziecie się posługiwać miejscową walutą, a jej wygląd i zapach będzie dla wielu z Was odrażający. Nie trzeba mieć natomiast żadnych szczepień poza wścieklizną (dawka przypominająca co pięć lat) i durem brzusznym (dawka przypominająca co trzy lata). Trzeba przy tym unikać kontaktów z psami, małpami i bezpańskimi kotami, które często wałęsają się po hotelowych restauracjach. W porze suchej nie ma zagrożenia malarią więc nie kupujcie Malarone. Jest to zupełnie zbędny wydatek i obciążenie dla organizmu. Na całej trasie będziecie mieć kontakt przede wszystkim z wodą morską, a tej komary nie lubią Zagrożenie mogą stanowić jedynie stojące zbiorniki wody słodkiej i duże skupiska ludzkie, ale o tej porze wystarczy Mugga. Tę warto kupić i stosować profilaktycznie. Przez dwa tygodnie spotkałam tylko dwa komary w hotelowych pokojach. W apteczce powinien się znaleźć także skuteczny i silny środek przeciwbólowy na wypadek spotkania z płaszczką, które pojawiają się na Bijagos podczas odpływu. Jad płaszczki nie zabije, ale silny ból utrzymujący się przez kilka godzin nie będzie atrakcją. Dla wszystkich poważnym zagrożeniem jest słońce w pierwszych dniach pobytu. Obok kremów z filtrem warto więc zabrać coś na ewentualne poparzenia skóry.
  
Nasza dbałość o higienę i zdrowie nie może oznaczać unikania bezpośrednich kontaktów Nawet jeśli uznacie coś za przykład skrajnej biedy nie okazujcie tego bo żyją tu ludzie szczęśliwi Jeśli chcecie coś ofiarować odwiedźcie szkołę na trasie i zapomnijcie o cukierkach
Kontakty z mieszkańcami i podarunki
 

Jadąc w te strony musimy mieć świadomość wielkich kontrastów w poziomie życia lokalnych społeczności. W wielu wioskach, a zwłaszcza na dziewiczych wysepkach archipelagu Bijagos ludzie ciągle żyją jak przed wiekami, w pełnej harmonii z naturą, która ich żywi, chroni i ubiera. Gdy odwiedzamy takie miejsce niektórym serce się ściska na widok skrajnej biedy, brudnych dzieci biegających boso w rdzawym pyle, w podartych t-shirtach, które chyba nigdy nie były prane. Tu posiadanie tandetnych, chińskich klapek jest pamiątką spotkania z białym człowiekiem, który je podarował. A przecież jeszcze niedawno koszulka czy klapki nie były tu nikomu potrzebne. W swoich tradycyjnych strojach wyglądali pięknie i dumnie, a biały człowiek z dobrego serca zamienił ich obdartych żebraków. Niestety, to nie tylko wina turystów, ale przede wszystkim organizacji charytatywnych i fundacji kościelnych, które uparły się by przyjść Afryce z pomocą. W wioskach buduje się szkoły, w których nie ma kto uczyć i szpitale, w których brak jest wody, światła i leków. Pomoc w takiej formie wyrządza więcej zła niż korzyści.
Na południu Senegalu, z wyjątkiem oazy Cap Skiring, w Gambii czy Gwinei Bissau nie ma jeszcze masowej turystyki. Zaglądają tu Brytyjczycy, Francuzi czy Portugalczycy powiązani zwykle z miejscowym biznesem, ale są to zwykle przyjazdy indywidualne. Pierwsze, zorganizowane grupy od niedawna docierają tu z Polski i to my tak naprawdę kształtujemy obraz białego człowieka w mentalności rdzennych mieszkańców. Niestety nasza dobroć i współczucie wynikające z nieświadomości przynoszą wiele złego i mogą negatywnie odbić się na naszych wzajemnych relacjach. Na szlaku swojej wędrówki spotkacie ludzi, którzy nie znają pieniędzy i nawet gdyby je posiadali nie będą w stanie ich wykorzystać. To, co z naszej perspektywy postrzegamy jako skrajną biedę jest dla nich normalnym życiem, w którym czują się szczęśliwi. Powitajcie z uśmiechem, przygarnijcie dzieciaki, które bez cienia strachu lgną do białego człowieka, nie okazujcie niesmaku i przerażenia. My zamiast tego chcemy pozyskać ich sympatię nadobniejszym nawet podarunkiem wytwarzając w ten sposób przekonanie, że biały człowiek daje. Nieśmiało więc wyciągają rękę po cokolwiek, a stąd już tylko krok do przekonania, że biały człowiek musi coś dać, a ten co daje jest dobry. Być może już niedługo tak właśnie zaczną nas oceniać, a powszechna życzliwość zamieni się we wrogość do tych, którzy nic nie mają do zaoferowania. Sięgamy więc do torby po cukierki nie mając pojęcia, jak drogo zapłacą za tę chwilę przyjemności. Gdy wybieramy egzotyczne kierunki nie pijemy na miejscu wody z kranu w obawie przed obcą dla nas florą i możliwością zakażenia. Ich układ pokarmowy, przyzwyczajony od pokoleń do przyswajania cukrów owocowych, nie toleruje cukrów złożonych, a wszelkie chemiczne barwniki, konserwanty i polepszacze są dla nich najzwyklejszą trucizną. Po naszych wizytach dzieci chorują. Odległe, i powiedzmy to otwarcie - dzikie wioski, pozbawione są opieki stomatologicznej i w przypadku pojawienia się próchnicy jedynym narzędziem pozostają kleszcze bez bieżącej wody i środków dezynfekujących. Gdy zobaczycie w jednej z wiosek pudełko pełne małych, wyrwanych ząbków to bez wyrzutów sumienia wrócicie ze swoimi cukierkami do domu. Niestety nie wszyscy, bo ślady naszej obecności widać w dżungli gołym okiem. Z każdym tygodniem przybywa tu opakowań po polskich cukierkach, batonikach i ciastkach. Ci ludzie nigdy nie zetknęli się z problemem śmieci, a dżungla sama ich nie wchłonie. To co dla nas wydaje się absurdalne dla nich jest ważne. Dlatego na przykład nie wyrzucajcie do śmietnika plastikowych butelek, a podarujcie je dzieciakom. Potrzebują ich do zbierania soku palmowego, przechowywania oleju i w ten sposób butelka zyskuje nowe życie. Wyrzucona, trafi gdzieś na wysypisko, bo śmieci nikt nie utylizuje. Jeżeli chcecie coś podarować zabierzcie każdą ilość zeszytów, długopisów, kredek, książeczek do malowania, ale nie zostawiajcie ich w szkołach odwiedzanych w ramach programu. Taką, do której jeszcze nigdy biały człowiek nie zaglądał spotkacie na trasie, a miejscowy przewodnik na pewno ją wskaże.