Marsa el Alam 2011 - Świątynia Abu Simbel

Wstajemy jeszcze przed oficjalną pobudką i o zgrozo witają nas suche krany. Po około 15 minutach odzywają się telefony i woda zaczyna leniwie płynąć. Na dole czeka nas kawa, herbata i prowiant na drogę.
Gdy słońce jeszcze śpi ruszamy na miejsce zbiórki. Mamy jechać w konwoju, chociaż w niczym to nie przypomina dawnych konwojów do Kairu. Nie ma szczegółowej kontroli dokumentów, uzbrojonej asysty w autokarze i pojazdów ochrony. Każdy jedzie swoim tempem i po chwili wszyscy poza kierowcą pogrążają się w drzemce. Mamy przed sobą ponad 280 km, tyle samo z powrotem i jeszcze drogę do Marsa El Alam. Ponad 900 km jak na jeden dzień to dużo, ale wycieczka warta jest odrobiny poświęcenia.
 
Hotel Sunset Resort opuszczamy na przed wschodem słońca ale w drodze powrotnej wrócimy na obiad Abu Simbel - za chwilę skaliste zbocza odsłonią swoje tajemnice W ten sposób Ramzes II chciał już na granicach Egiptu pokazać swoją potęgę i zrobił to na zawsze
Na miejscu wita nas przepiękna panorama Jeziora Nasera otoczonego pustynią, a po zejściu z niewielkiego wzniesienia cel naszej wyprawy. Świątynie Abu Simbel robią niesamowite wrażenie i z pewnością nie oddadzą tego nawet najlepsze zdjęcia. Tu trzeba być, stanąć obok tych gigantycznych posągów, poczuć ich wielkość w pełnym blasku słońca. Wyobrazić sobie, jakie wrażenie mogły robić na ludziach przybywających kilka tysięcy lat temu z głębi czarnego lądu.
W centrum uwagi całego kompleksu pozostaje świątynia wzniesiona ku czci boskiej triady Amona-Re, Re-Horachte i Ptaha. Na tle jej fasady dominują cztery 20-metrowe posągi Ramzesa II, od których naprawdę trudno oderwać wzrok. Otwarta przestrzeń, nieruchome powietrze i co najmniej 50 stopni stwarzają niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. W miarę zbliżania się do świątyni posągi robią się coraz większe. Dostrzegamy liczne grupy turystów skupionych wokół swoich przewodników. Za chwilę i my będziemy jedną z nich. Upał jest niesamowity i już po kilku minutach niektórzy rezygnują z dalszego słuchania opowieści szukając chociaż skrawka cienia. Szkoda trochę przewodników, bo trudno im podzielić się swoją wiedzą, a poznanie historii i znaczenia tego miejsca wymagają czasu. Niestety nie można tego zrobić wewnątrz chłodnych sal, bo takie panują tu zasady. Przed przyjazdem warto więc jak najwięcej poczytać, a potem delektować się konfrontacją swoich wyobrażeń z rzeczywistością.
 
Do dziś miejsce to otacza jakaś magia i świadomość wielkości ówczesnych władców Trudno uwierzyć, że złożono ją z kilku tysięcy skalnych bloków, ale dzięki temu przetrwała Za następnym wzniesieniem świątynia bogini Hathor
Na prawo od świątyni boskiej triady znajduje się świątynia bogini Hathor, będąca także miejscem kultu ukochanej żony Ramzesa II Nefertari, której grobowiec znajduje się w Dolinie Królowych w Luksorze. Fasadę zdobi sześć 10-metrowych posągów Ramzesa II i Nefertari przedstawianej tu jako bogini Hator z rogami krowy. Identyczna wysokość posągów świadczy o wysokiej pozycji żony króla.
Zespół świątynny przetrwał całkowicie zasypany piaskiem prawie 3000 lat. Odkryto go przypadkiem w roku 1813, a cztery lata później zaczęto odkopywanie. Groziła mu jednak bezpowrotna zagłada, bo spiętrzone wody Nilu zalałyby go całkowicie. Dzięki wysiłkowi wielu specjalistów pod kierunkiem polskiego egiptologa prof. Michałowskiego udało się go ocalić dla kolejnych pokoleń i przenieść ponad obecne lustro jeziora.
 
Miejsce kultu Nefretari - ukochanej żony Ramzesa II choć naprawdę miał ich cztery W języku egipskim jej imię znaczyło - Piękna dla której wstaje słońce Nie wiem dlaczego ale patrząc na te budowle mam przeświadczenie że Egipt wciąż skrywa wiele tajemnic
Czas biegnie szybko i niestety musimy wracać, bo tak wynika z harmonogramu. Jedziemy do Asuanu by jeszcze raz odwiedzić nasz hotel, zjeść obiad, i zmienić autokar na drogę powrotną. Mniej więcej w połowie drogi z Asuanu do Marsa El Alam wyraźnie zwalniamy. Chcemy dojechać jak najszybciej, ale niestety istniejące na tym odcinku ograniczenia są skrupulatnie przestrzegane i kierowca może stracić licencję. Do hotelu docieramy przed północą. Jutro zmęczenie minie, a pozostanie to, co widzieliśmy i czego doświadczyliśmy i właśnie dlatego warto było pojechać.