Marsa el Alam 2011 - Sol Y Mar w Abu Dabbab - obecnie El Malikia Resort Abu Dabbab

Po piramidach i Luksorze, Dolinie Królów i Synaju przyszła kolej na dalekie południe. Kusiła mnie na tę wyprawę przede wszystkim chęć zobaczenia kompleksu świątyń w Abu Simbel, a także poznania, chociaż odrobinę, miasta Asuan gdzie mieszka para moich przyjaciół. Planując program pobytu szukałam także innych atrakcji, wśród których nie mogło zabraknąć bliskości malowniczych raf i spotkań z niecodzienną przyrodą. I tak mój wybór padł na zatokę Abu Dabbab na południe od Marsa El Alam i hotel Sol Y Mar, gdzie postanowiłam zakotwiczyć na całe trzy tygodnie. A więc zapraszam do hotelu.
 
Pod charakterystyczną kopułą Sol Y Mar kryją się hol recepcji, restauracja i małe centrum handlowe Gdy na zewnątrz jest za gorąco tu można wpaść wieczorem na drinka Prawa część mieszkalna sięga niemal do plaży. Jej klatki schodowe kończą się tarasem zwieńczonym kopułą
Hotel i okolica
Sol Y Mar to hotel budowany z wielkim rozmachem na olbrzymiej przestrzeni. Ciągle jeszcze trwa budowa lewego skrzydła i nie sądzę by na tym miała zakończyć się ta inwestycja. Budowa w niczym nie zakłóca jednak spokojnego pobytu i tym nie należy się zrażać. Najbardziej odczuwalna wydaje się przestrzeń i problem z jej zagospodarowaniem. To zwykle trwa najdłużej i jest już chyba zwyczajowo odkładane na później. Patrząc na niektóre oazy zieleni można sobie tylko wyobrazić jak będzie tu pięknie i przytulnie za kilka lat. Obsługa hotelu jest wyjątkowo przyjazna i skłonna do robienia miłych niespodzianek. Kwiaty i kompozycje plastyczne w pokojach są wręcz na porządku dziennym, a drobny bakszysz tylko sprzyja rozwojowi inwencji twórczych.
 
Za nim rozległy i dziki brzeg, który kiedyś będzie może plażą W lewej części dobiega końca budowa drugiego skrzydła. W oddali zatoka Abu Dabbab W centralnej części ciekawie zaprojektowany basen, ale ruch tu niewielki bo zatoka przyciąga
Obsługa w barach i restauracji chętnie nawiązuje bezpośredni kontakt i z wielką sympatią przyjmuje zainteresowanie ich językiem, życiem i kulturą. Jest więc okazja by wywieźć stąd sporo przydatnych zwrotów, które będą kiedyś kluczem do jeszcze większej otwartości. Pasaż handlowy przy budynku głównym i sieć plażowych sklepików oferuje wiele atrakcyjnych pamiątek, ale też artykułów codziennego użytku. Sprzedawcy są sympatyczni i obca jest im nachalność spotykana na ulicach miast czy targowiskach. Oczywiście cenę trzeba negocjować twardo, ale z poczuciem humoru. Po jednym z przypadkowych spotkań, gdy rozmowa zeszła na temat zwierząt pojawiło się egipskie słowo zaluma, co dosłownie oznacza trąbę słonia. To jedno słowo stało się wkrótce przebojem naszych zakupów. Gdy ktoś usiłował mnie przekonać, że oferuje najlepszą cenę zrezygnowanym głosem wtrącałam zaluma i to działało jak zaklęcie otwierające drzwi. Kto wie - może dlatego, że słoń ze spuszczoną trąbą nie przynosi szczęścia.
 
Otoczenie hotelu to na razie dzika, jałowa pustynia Ale trudno jej odmówić swoistego uroku i malowniczości Dlatego warto się wybrać tu na spacer tym bardziej, że jak mało gdzie nikt tego nie zabrania
Pewnym minusem hotelu było menu i to dało się odczuć po raz pierwszy. Oczywiście nie można nic zarzucić bogactwu oferty, ale raczej schematowi przypisanemu do dnia tygodnia. Za dużo było też jak dla mnie owoców morza i kuchni włoskiej, ale trudno się dziwić. Włosi stanowią tu niestety zdecydowaną większość i oczekują szczególnego traktowania. Mają nawet własną część sali restauracyjnej gdzie królują "makaroni" pod wszelkimi postaciami i własnego kucharza. To jest poniekąd rażące, ale polska kolonia dawała sobie radę. Dobrze by było jednak w przyszłości zmienić ten układ sił, bo miejsce na to zasługuje by stać się polskim zakątkiem. Zewnętrzne otoczenie hotelu to autentyczne, dzikie pustkowie. Dzięki temu można swobodnie wybrać się na długi spacer nieograniczony rozmiarami hotelowej plaży albo wręcz zakosztować uroków pustyni. Kto jednak przyzwyczaił się do wieczornego życia w Sharm El Sheikh czy Hurghadzie będzie srodze zawiedziony. Pomimo wielkiej sympatii zdecydowany minus muszę postawić przy ocenie wieczornych atrakcji organizowanych przez polskich i włoskich animatorów. Dlaczego? - o tym na kolejnej stronie
 
 
Sol Y Mar rafy i zółwie