Coral Beach 2009 - szukając atrakcji

Wieczorny show w Pickalbatros Alf Leila Wa Leila
Imprezę wykupiliśmy u akwizytora krążącego po plaży, wpłacając dla bezpieczeństwa tylko zaliczkę. Pomimo pewnych obaw ten wieczór należał zdecydowanie do udanych. Rozpoczął się o godz. 20.00 spotkaniem w holu recepcji skąd przewieziono nas luksusowym mikrobusem do hotelu Pickalbatros Alf Leila Wa Leila. Hotel zbudowany w mauretańskim stylu, z daleka zwraca uwagę bogactwem fasad i zdobień, co jest chyba charakterystyczne dla sieci Albatros. To jednak co zobaczyłam wewnątrz było realnym światem z bajki. Szkoda tylko że hotel jest usytuowany po drugiej stronie drogi i nie ma własnego dojścia do plaży. Ten istotny brak rekompensuje gościom wspaniałymi basenami i atrakcjami, w jakich po części mogłam uczestniczyć. Przejażdżka na wielbłądach i koniach w cieniu monumentalnych fasad egipskich świątyń. Wizyta w muzeum gdzie bez cienia obawy mogłam zrobić zdjęcia przy tronie Tutenchamona, z jego złotą maską i wieloma innymi zabytkami. Pomimo że wszystko było tylko repliką robiło wrażenie.
 
Hotel Albatros i powitanie w iście królewskim stylu Czas i niesamowita sceneria to dodatkowa atrakcja takiego spaceru Jeden z elementów bogatego pokazu - oj chciałabym tak jeździć jak oni
Potem wieczór iluzji - kolorowe tańczące fontanny i pokaz mistrzowskiej jazdy na koniach i wielbłądach. Na koniec występy artystów na naprawdę wysokim poziomie. Pomimo, że miałam okazję zachwycać się już dwukrotnie podobnym pokazem dopiero teraz zobaczyłam co naprawdę potrafi derwisz, czy zawodowa tancerka beli-dance. Jedno się tylko nie sprawdziło - na miejscu wszystko miało być gratis, a zwłaszcza drinki, a skończyło się na jednej szklance zimnego soku owocowego. Dobre i to, bo w końcu po coś zupełnie innego tu przyjechaliśmy.

Super Safari

Popołudniowa wyprawa na pustynię i powrót po zachodzie słońca? - czemu nie. I tak dałam się namówić na kolejną ofertę "znalezioną" na plaży. Mając w pamięci ubiegłoroczna imprezę w tym stylu bardzo chciałam by była trochę inna i tak się stało. Po pierwsze kłady - blisko godzinna, szalona jazda po bezdrożach. Miłe spotkanie z Beduinami i oczywiście tradycyjna herbatka, potem wystawny jak na te warunki obiad ze szklanką coli i shisza. Po zwiedzeniu wioski  konkretna przejażdżka na wielbłądzie, a nie dwadzieścia metrów w tę i z powrotem. Na koniec piesza wycieczka w góry i podziwianie zachodu słońca. No i oczywiście równie szalony powrót bo na pustyni ciemności zapadają szybko i można się pogubić. Miła atmosfera, wyjazd w małej chyba sześcioosobowej grupie, bez racjonowania wody. Minus - brak polskiego przewodnika, ale anielsko-rosyjska mieszanka okazała się w pełni strawna i nie wybuchła.
 
Mogę szczerze powiedzieć, że tym razem naprawdę pojeździłam Także na wielbłądzie i nabrałam ochoty by spróbować samodzielnie Z jednym nawet trochę się zaprzyjaźniłam ale z jazdą muszę poczekać aż dorośnie
Gamel trip
Wbrew pozorom tu nie ma błędu, bo po arabsku ten garbaty wierzchowiec to właśnie gamel.
I chociaż od niego się zaczęło były także inne próby pokonywania odległości. Tę lekcję też wykupiliśmy na plaży i jak na pierwszy raz - tylko na godzinę. Zanim zaczęłam samodzielnie pierwsze kroki było trochę obaw. Bo co jeśli mnie nie posłucha? Na koniu czułam się zdecydowanie pewniej i kusiło mnie by trochę pogalopować, ale koń był zdyscyplinowany i chociaż też miał ochotę wiedział chyba, że mu nie wolno.
Chociaż najbliżej ziemi i stosunkowo najwolniej to największego stracha miałam na osiołku. Może dlatego, że siedziałam tylko na derce która też jeździła pode mną jak chciała. Fajna przygoda, trochę adrenaliny i ciekawe doświadczenie. Godzinę rozpoczęcia lekcji i czas jej trwania można ustalić samodzielnie.
 
Pierwsze kroki i pierwsza część trasy jeszcze z fachową asystą Tu czuję się znacznie pewniej i mogłam  sobie pozwolić na trochę więcej samodzielności Zdecydowanie bardziej wolałabym w siodle

 
 
 
Hurghada samodzielnie