Maj 2009 - Hughada Coral Beach nowe doświadczenia

Skoro, jak mówią Chińczycy, nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, to i ja postanowiłam wrócić do Hurghady, ale nie z tym samym biurem i nie w to samo miejsce. Wybór hotelu trwał dość długo, bo tym razem chcieliśmy jak najdłużej przebywać na rafach i to nie koniecznie nurkując głębinowo. Ostatecznie wybór padł na Coral Beach - hotel usytuowany 21 km na południe od centrum i około 15 km od lotniska. Szczerze przyznaję, że zdecydował tu opis rafy bo zdjęcia publikowane w Internecie wcale mnie nie zachwyciły. Otoczenie hotelu stwarzało wrażenie niezagospodarowanej pustki, a stan pokoi, o których sporo czytałam w opiniach, wręcz zniechęcał. Wszystko wskazywało, że będzie to wielka loteria. Dużo negatywnych opinii spotkałam też na temat Alfa Star, które było organizatorem imprezy.
Pierwsze kontakty z biurem skłoniły mnie do zweryfikowania tych ocen i tak już miało pozostać do końca. Kompletnie nie sprawdziła się tylko polska rezydentka, a jej zachowanie było powodem wielu komentarzy sprowadzających się do jednego - nigdy więcej z Alfa Star. Mam nadzieję, że kontrakt z tą osobą został rozwiązany bo biuro z całą pewnością nie zasługuje na takich przedstawicieli.
 
Coral Beach dysponuje niską, szeregową zabudową dającą
sporo prywatności
Może trochę mało tu zieleni ale za to w otoczeniu pięknych kompozycji O wszystko co rośnie dba się
z największą troską i można to dostrzec na każdym kroku
Sam hotel bardzo się nam spodobał. Pokoje w niskiej, szeregowej zabudowie były przestronne, dobrze wyposażone i oczywiście klimatyzowane. Do standardu należała lodówka, telewizor z łączem satelitarnym, mały  sejf, obszerna łazienka z wanną, dużym pulpitem przy umywalce i suszarką do włosów. Każdy z pokoi miał własny taras z dwoma fotelami, stolikiem i dodatkowym oświetleniem. W mojej ocenie spełniał oczekiwania rodzin z dziećmi bo dwa szerokie łóżka z powodzeniem wystarczyłyby dla czterech osób bez konieczności dostawki. Wbrew spotykanym komentarzom pokoje były codziennie sprzątane i dostarczano dużą butelkę wody mineralnej. Prawdziwe natomiast okazały uwagi dotyczące zakazu napełniania butelek napojami owocowymi w restauracji. Oczywiście nie wydano takiego zakazu na piśmie i dyskretnie można było to zrobić. Gdy jednak "operacja" była zbyt widoczna można się było narazić na uwagę ze strony kierownika sali, ale raczej nie kelnera. Dla nowicjuszy to dość istotne bowiem na wycieczki warto zabierać napoje ze sobą.
 
Rozległy teren jeszcze nie do końca zagospodarowany ale to już wpisane w egipski standard Aleja palmowa na plażę skutecznie
chroni przed wiatrem
I sama plaża na lagunie, a stąd kilka metrów na rafę
Zupełnie inaczej wyglądała także dystrybucja napojów bezalkoholowych na basenie i plaży. O ile we wcześniej opisywanych hotelach można było napełniać naczynia samodzielnie to w Coral Beach dystrybutory było dostępne wyłącznie dla barmanów. Wprowadzono też jednorazowe kubeczki i ponowne napełnienie tego samego nie wchodziło w grę. W ten sposób ograniczono ryzyko klątwy faraona, bo wyeliminowano mycie naczyń pod bieżącą wodą. Niestety forma ta nadal pozostała w barach w odniesieniu do naczyń szklanych. Tu, w przypadku podawania dzieciom coca-coli, ryzyko wystąpienia problemów żołądkowych było nieporównywalnie większe.
 
Obszerna sypialnia z dużą łazienką, taras, a na nim foteliki i stolik Na łóżku czasami mała niespodzianka Zero komarów i insektów. Wieczorne zadymianie trwało krótko i było skuteczne
Na terenie hotelu działało małe centrum handlowe, co rekompensowało zupełny brak takiego zaplecza na zewnątrz. Tu można było kupić napoje w sklepie spożywczym gdzie oficjalnie wystawiono ceny. Wcale nie były wygórowane czego nie można tego powiedzieć o sklepach z pamiątkami gdzie z kolei zdzierano bez opamiętania. Przykładowo - lampkę toczoną z alabastru można było kupić za 30 dolarów i z trudem wytargować na 20. Ta sama w sklepie wolnocłowym na lotnisku miała cenę 9 dolarów. A zatem przestrzegam tych, którzy nie znają rzeczywistej wartości przedmiotu.
 
 
Coral Beach - kontynuacja