Marzec 2008 - Egipt po raz pierwszy - kiedy, jak i gdzie

Zdecydowana większość Polaków wybiera się do Egiptu późną jesienią lub w zimie. Okres od października do marca to pobyt po sezonie, niższe ceny i temperatury, jakie możemy zaakceptować. To szczególnie ważne, gdy myślimy o wycieczkach fakultatywnych, poznaniu kraju i jego zabytków. W końcu przyjeżdżając pierwszy raz trudno z tego zrezygnować. Ja zdecydowałam się na dwutygodniowy pobyt pod koniec marca i sądzę, że był to wybór optymalny. Przy temperaturze rzędu 30 stopni można równie dobrze plażować, nurkować jak i podróżować. W lecie rzeczywiste temperatury przekraczają tu 50 stopni, a w Luksorze czy Dolinie Królów są zwykle o 10 stopni wyższe niż na wybrzeżu. Z moich rozmów z Egipcjanami wynika, że i one nie odstraszają, a ruch turystyczny w okresie letnim jest największy.
Przy kolejnych wyjazdach przesuwałam więc terminy coraz bardziej w stronę lata by ostatecznie i na dłużej zatrzymać się na sierpniu. Temperatury są rzeczywiście szokujące ale przekonałam się, że to lubię najbardziej.
 
Aladdin - tu jest romantycznie i cicho, a mała przestrzeń sprawia, że wszędzie jest blisko Dwa kameralne baseny i blisko do plaży Kilka kroków do wspaniałej restauracji, która powinna zadowolić każdego
Wyjeżdżając po raz pierwszy zdecydowanie wybrałam wyjazd zorganizowany. Pobyt w luksusowym hotelu kojarzył mi się ze skrawkiem raju na ziemi skąd bez stresu i niepokoju mogłam poznawać realia codziennego życia Egipcjan i poznawać egzotyczną dla nas kulturę. Może nie jestem na tyle odważna by od razu stawić czoła problemom samodzielnego życia w tym świecie. Po dwóch tygodniach jestem jednak coraz bliższa myśli, że potrafiłabym dość szybko znaleźć swoje miejsce wśród tych sympatycznych ludzi.
Nie będę polecać konkretnego regionu, a tym bardziej hotelu. Opowiem o tych, które widziałam, a dokonując wyboru kierowałam się głównie względami estetycznymi i kosztem pobytu. Na początek wybrałam południe Hurghady i hotel Aladdin, który zwabił mnie zacisznymi bungalowami w malowniczym ogrodzie.
 
Ali Baba dysponuje rozległym, dobrze zagospodarowanym terenem i oferuje piętrowe ciągi mieszkalne Ma znacznie lepsze baseny i świetnych animatorów Chyba jedyny minus Ali Baby to trochę daleko do plaży
Nie znoszę wielkich molochów, a właśnie tu liczyłam na odrobinę prywatności. Dodatkowym atutem był fakt, że kompleks trzech hoteli: Jasmine, Aladdin i Ali Baba wzajemnie honorował uprawnienia swoich gości i można było swobodnie się po nich poruszać. W ten sposób będąc w jednym, w rzeczywistości spędzałam czas w trzech ośrodkach różniących się sposobem zagospodarowania terenu, architekturą zieleni i ofertą aktywnego wypoczynku.
 
Jasmine to stylowa architektura
i zdecydowanie większa przestrzeń
Basen zbliżony wielkością do tego
w Aladdinie
Wyspa, kanał prowadzący do morza, kilka mostków i fajna plaża
z małą rafą
W bungalowach pokoiki raczej skromne i mało przestrzeni, ale jak słyszałam z bezpośrednich relacji, najlepsza kuchnia jest właśnie w Aladdinie i korzystając z niej zdecydowanie wystawiam ocenę bardzo dobrą. Łakomczuchy – uważajcie, bo utrzymanie figury będzie bardzo trudne. Dopisuję do tego piątkę za domki i ich położenie, natomiast czwórkę za baseny hotelowe.
Ali Baba dostałby ode mnie czwórkę za warunki mieszkalne – mniej prywatności, a piątkę za malownicze baseny. Barek na basenach to zdecydowanie piątka dla Ali Baby i czwórka dla Aladdina. Bardziej podobała mi się też oferta czynnego wypoczynku w Ali Babie, chociaż korzystałam też z zajęć sportowych w swoim hotelu. Ten element zależy głównie od zespołu animatorów i może ulegać zmianie. Aladdin jest kompleksem bardziej zwartym i dlatego odległość do restauracji czy morza jest zdecydowanie krótsza. Za to dostaje piątkę, a Ali Baba czwórkę. Nie oceniam Jasmine bo bywałam tam najrzadziej i moje doświadczenia mogą być niewiarygodne. Na pewno powinien dostać piątkę za dodatkowe atrakcje - mini-zoo i rafę koralową w obrębie plaży.
 
 
Obsługa hotelowa i bakszysz