Droga do Baracoa - wybrzeże i góry

Trudno spokojnie jechać przez kilka godzin widząc za oknami kryształowe wody Morza Karaibskiego i mając świadomość, że nawet stóp w nich nie zamoczymy. Stajemy więc na chwilę budząc powszechne zdziwienie garstki tubylców wypoczywających na plaży. Nikt nigdy się tu nie zatrzymywał. Przy okazji zupełnie niespodziewanie kierowca miejscowej ciężarówki, a raczej autobusu będzie uszczęśliwiony napiwkami za zdjęcia z jego maszyną. Na jej tle stojące opodal prawdziwe autobusy Transporte Escolar wyglądają jakoś biednie. Robimy jeszcze drobne zakupy na miejscowym straganie i w drogę.
  
 
 
Zostawiamy za sobą wybrzeże i powoli zagłębiamy się w góry. Malownicze krajobrazy przypominają jednak o wielkim kataklizmie jaki nawiedził tę część wyspy jesienią. Aby zrobić te zdjęcia musimy nagiąć nieco kubańskie przepisy, bo turysta nie może zajmować miejsca obok kierowcy. Będziemy więc przedstawicielami biura robiącymi zdjęcia do nowego katalogu.
 
 
 
 
 
Górskie serpentyny cieszą oczy do czasu gdy zaczynamy się zbliżać do Baracoa. Na górskich zboczach siedzą deszczowe chmury, a droga staje się coraz bardziej mokra i śliska. Musimy przerwać sesję bo naprawdę robi się niebezpiecznie. A przecież to sam środek pory suchej i ciekawe co zastaniemy po drugiej stronie górskich szczytów.