Wyspa i miasto Korcula
 
Korcula jest szóstą co do wielkości wyspą Adriatyku o długości 47 km i szerokości od 5 do 8 km. Wyspa jest mocno zalesiona i patrząc z daleka zamiast białych przybrzeżnych klifów widzi się ciemne, a nawet czarne zbocza. Stąd podobno wzięła się jej nazwa od greckiego słowa korkyra czyli czarna. Jej główne miasta to Vela Luka, Blato, Lumbarda i oczywiście Korcula. By zobaczyć całą wyspę i przynajmniej główne miasta trzeba tu przypłynąć z samochodem i pozostać co najmniej do następnego dnia. Z konieczności mój zakres poznawania wyspy ograniczył się do samej Korculi.
 
Korculę nazywają miniaturką Dubrovnika ale to porównanie nie wydaje mi się trafione Potężne mury obronne i Veliki Ravelin już z samej nazwy być może nasuwają takie skojarzenia Ale każde miasto ma swój własny klimat. Niech Korcula zostanie Korculą
Losy Korculi są zbliżone do historii większości wysp. Mniej więcej 500 lat p.n.e. skolonizowali ją Grecy, a na przełomie dziejów zastąpili ich Rzymianie. Po kolejnych pięciu wiekach przyszli Gotowie i Bizantyjczycy. W okresie średniowiecza Korculą władali Wenecjanie i pozostali tu do końca XVIII w.
To im miasto zawdzięcza potężne mury obronne, które miały bronić przez piratami i Turkami oraz większość obecnej zabudowy. Wejścia do miasta broni potężna czworoboczna wieża Vekliki Ravelin z XIV w, do której dziś wchodzi się po schodach, ale jeszcze w XVIII w. trzeba było pokonać zwodzony most. Prawdopodobnie został zastąpiony schodami za sprawą Austriaków, którzy utrzymali Korculę do końca I wojny światowej. Zaraz po wejściu na starówkę spotykamy dwa kościoły: św. Michała (crkva sv. Mihovila) i po prawej Wszystkich Świętych (crkva Svih Svetih). Starówka jest malutka i jej centrum wyznacza Trg sv. Marka z XV-wieczną katedrą św. Marka. Małe odległości i ciasne uliczki sprawiają że niezwykle trudno tu zrobić jakieś zdjęcie, a tym bardziej w układzie poziomym. Nieco dalej w rogu placu stoi malutki kościół św. Piotra, a skręcając w prawo w następną uliczkę trafimy do domu Marko Polo (zdjęcie na dole po prawej). To miejsce odwiedzane przez wszystkich ze względu na osobę wielkiego odkrywcy i podróżnika. Na dobrą sprawę nie wiadomo gdzie naprawdę urodził się Marko Polo, ale oczywiście wersja Korculańska głosi, że spędził tu pierwsze 15 lat życia, a rodzina Polo przeniosła się do Wenecji w roku 1269. Sześć lat później Marko Polo wybrał się z ojcem i stryjem w podróż do do Chin i Daleki Wschód.
Przez 17 lat był agentem, a nawet gubernatorem i odwiedził regiony nieznane wówczas żadnemu Europejczykowi. Wrócił do kraju w roku 1292, a sześć lat później, jako kapitan okrętu w bitwie między Wenecją i Genuą trafił do niewoli. I tak powstała pierwsza książka podróżnicza, która przez kolejne 700 lat stanowiła jedyne źródło informacji o Dalekim Wschodzie.
 
Veliki Ravelin zaprasza na starówkę Crkva Svih Svetih podobnie jak większość zabytków wymaga konserwacji W przeciwnym razie te misterne, średniowieczne zdobienia zostaną tylko na zdjęciach
To czego brakuje miastu to plaża, a dostępne przewodniki zachęcają do korzystania z plaż Orebica.
Szkoda, bo tamta akurat mi się nie za bardzo podobała. Po obiedzie, w jednej z restauracji na bulwarze przyszedł czas by wracać. Do Dubrovnika dotarliśmy o czasie, gdy nocne życie miasta pulsowało na dobre.
 
Widok z klatki schodowej domu Marko Polo. I tylko te rynny jakoś nie pasują Piękny nadmorski bulwar zachęca do spaceru I tylko szkoda, że zamiast na pięknej plaży trzeba odpoczywać jak wyżej
Fajna wyprawa i cały dzień, inny od innych, a wspominam go jako propozycję dla znudzonych plażą.
 
 

Chorwacja od morza