Muzyka Karaibów
Trudno wyobrazić sobie Karaiby i Dominikanę bez muzyki i tańca. Diminikańczycy mogą poszczycić się niezliczoną liczbą zespołów i solowych wykonawców, wśród których naprawdę trudno wybrać najlepszych. Za dnia króluje rytmiczne merenque, a wieczorami nastrojowa bachata i salsa. Nikt nie potrzebuje skomplikowanych urządzeń i syntezatorów bo gra się na wszystkim co wydaje kontrolowany dźwięk, ale także skrzypi, skrobie i stuka zwłaszcza przy merenque. W XIX w. był to taniec dla ludzi z wyższych sfer ale dziś tańczą je wszyscy. Nie bez wpływu pozostała tu postać dyktatora Rafaela Trujillo, który ogłosił merengue narodową muzyką Dominikany. To może być także waszym udziałem. Wystarczy, że wybierzecie się katamaranem na Saonę i niemal natychmiast zostaniecie wciągnięci w ten rytm przez ciemnoskóre dziewczyny i tancerzy, którzy prześcigają się w tworzeniu nowych układów choreograficznych.
 

Odwagi doda wam obficie polewany rum i mamajuana, po których kroki same wychodzą i oby nie za długie, bo można skończyć za burtą.
Na mojej liście karaibskich przebojów znaleźli się dość przypadkowo: grupa Andy Andy, Alberto Baros, Antony Santos, Chichi Peralta, Cuco Valoy, Frank Reyes, Joe Veras, Juan Luis Guerra, Raulin Rodrigues i kilku innych. W doborze kierowałam się brzmieniem i linią melodyczną konkretnych utworów, a nie faktyczną popularnością wykonawców dlatego być może traficie na wielu innych, równie dobrych, a nawet lepszych.
Jak się okazuje na pewno trafiłam z Juan Luis Guerra, który był niekwestionowaną gwiazdą zamykającą 53 Viña del Mar Festival jaki odbył się w marcu 2012 w Quinta Vergara w Chile. Dominikana nie wystawiła niestety artystów w konkursie, a jego zwycięzcami okazały się piosenki z Meksyku, Włoch, Chile i Kolumbii.
Obszerny komentarz do występu Juan Luis Guerra oraz wieści festiwalowe znajdziecie na stronie La Gran Epoca.com
Nie ukrywam, że z trzech wymienionych stylów najbardziej polubiłam bachatę i to chyba ona przeważa na mojej liście. Będzie mi miło, jeśli tą  muzyką wprowadzę was w dobry nastrój przed wyjazdem, albo do chwili wspomnień i relaksu po powrocie.
I to by było na tyle - a więc lećcie, szukajcie swojego raju i pozdrówcie ode mnie Karaiby.