Narodowy Park Manati cd.
Program jest ciekawy, przygotowany z dużym poczuciem smaku, a rytuał oczyszczania godny przeniesienia chociażby do gmachu na Wiejskiej. Czas mija bardzo szybko i powoli kierujemy się na miejsce ostatniej już atrakcji, jaką będzie pokaz tresury lwów morskich i delfinów. Szkoda, że słońce jest już tak nisko, bo silne kontrasty nie pozwalają na zrobienie dobrych zdjęć ale widowisko jest fantastyczne, pełne humoru i zaskakujących sytuacji.
 
Zderzenie kultur skończyło się kiedyś przelewem krwi, ale chwały nam nie przyniosło Roślinożerne iguany wcale na takie nie wyglądają, czy to tylko forma obrony? Pokaz tresury lwów morskich
to raczej obraz wspólnej zabawy zwierząt i opiekunów
Patrząc na lwa morskiego, tańczącego tango ze swoim treserem trudno powstrzymać się od śmiechu, a jednocześnie odmówić zwierzakowi wyczucia rytmu. Po prostu czuje się, że one się bawią, a nie pracują. I wreszcie delfiny wyskakujące z wody na wysokość kilku metrów i wyrzucające równie wysoko swoich opiekunów. Mam jednak trochę mieszane uczucia, bo wiele złego słyszałam na temat pozyskiwania delfinów do takich miejsc i o stresie jaki towarzyszy ich pracy.
 
W delfinarium przy hotelu Grand Oasis taka przyjemność  słono kosztuje Nie wszędzie można też pospacerować wśród kwitnących orchidei A jak przyjdzie zmęczenie zawsze można się przysiąść i pogadać
Park Manati po prostu trzeba zobaczyć. Jak dla mnie mógłby być zdecydowanie większy, a niektóre elementy lepiej dopracowane. Nie można jednak oceniać wszystkiego naszą miarą bo panuje tu inna mentalność i inna miara doskonałości.

Garść informacji, które mogą się przydać

Lotnisko i bagaż - Punta Cana jest lotniskiem prywatnym, na którym z aptekarską dokładnością przestrzega się limitu wagi bagażu. Dlatego ewentualne zakupy trzeba skalkulować jeszcze przed wylotem z Polski. Do wagi bagażu nie wlicza się jednak rzeźb i obrazów. Jest to forma wsparcia i promocji miejscowych artystów i dlatego tych rzeczy nie należy pakować do walizek chyba, że mieścimy się w limicie. Na lotnisku trzeba wykupić i wypełnić kartę turystyczną i zachować ją do wylotu. Karta kosztuje 10$, a jej utrata 25 EU.

Wypożyczenie samochodu - wspominałam już, że widziałam tu wiele samochodów dobrych marek ale wyposażenie to już coś zupełnie innego niż wygląd. U nas, gdy stać kogoś na samochód to i na żarówkę. W Dominikanie bywa różnie. Samochód musi mieć kierownicę, hamulec i światła drogowe, na których jeździ się bez ograniczeń. Wszystko po to by nie najechać po zmroku, na nieoświetlonego, ciemnoskórego motocyklistę. Motocykle i skutery bez świateł to normalka, tak jak przewożenie na nich od 2 do 5 osób.
Kierunkowskazy są w zasadzie zbędne. Jak się chce skręcać to się skręca, a wystawienie ręki przez okno to wyższy poziom kultury sygnalizacyjnej. Przepisy ogólnie są, ale co najmniej 25% kierujących ich nie zna, bo w ogóle nie ma prawa jazdy. Dominikańczycy mówią, że prawo jazdy jest drogie i niepotrzebne. Poza większymi miastami, a i tam tylko sporadycznie, nigdzie nie widać policji, a więc i egzekwować tych przepisów nie ma kto. Można za to spotkać przebierańców, którzy usiłują zatrzymywać samochody i wymuszać "grzywnę" od turystów. Decydując się na skorzystanie z takiej oferty trzeba dobrze sprawdzić stan pojazdu i jego dokumenty. Prawdziwa policja potrafi zabrać na lawetę pojazd po stwierdzeniu usterek lub braku ubezpieczenia i zamienić naszą wycieczkę w koszmar.

Zasady i zwyczaje - Dominikańczycy często używają języka ciała. Taksówkę lub autobus przywołuje się kiwając taką ilością palców, która odpowiada liczbie pasażerów. Aby coś wskazać, nie używa się palca, tylko wydyma w tym kierunku usta. Dominikana to kraj macho, a więc mężczyzna stoi tu wyżej niż kobieta. Nie zdziwcie się gdy mężczyzna będzie obsługiwany jako pierwszy. Napięcie w gniazdkach wynosi 110V i stosuje się wtyczki typu amerykańskiego - A, z dwoma płaskimi, równoległymi bolcami.

Zdrowie - bieżąca woda w Dominikanie nie nadaje się do celów spożywczych i wodę mineralną kupują nawet miejscowi. Zaleca się aby nawet do mycia zębów jej nie używać. Jak wspomniałam nie ma tu żadnej kontroli sanitarnej, ale dopóki jemy w hotelu jesteśmy bezpieczni. Warto jednak zabrać ze sobą Nifuroksazyd i Stoperan. Przy drobnych dolegliwościach żołądkowych poproście w hotelowym barku o miksturę, która nazywa się la bomba. Ten specyfik jest mieszaniną alkoholu i specjalnych przypraw, który "wyżre" wszystko.  Syn złapał jakąś bakterię chyba na obiedzie w Santo Domingo, ale do problemów przyznał się dopiero po upływie doby. Żaden ze wspomnianych leków już nie pomógł i trzeba było ratować się antybiotykiem specjalnie zabranym na tropiki (Doxycyclinum).
 
 
 
 

Peso - banknoty Narodowego Banku Dominikany