Dominicana - czarna odsłona życia cd
Aby zarobić dolara trzeba ściąć i załadować na wóz tonę trzcinowych łodyg. Dobrze pracujący mężczyzna może w ciągu dnia zebrać 1,5 do 2 ton. Warto mieć przy tym jakieś "układy" z zespołem ludzi dokonujących ważenia, aby surowiec nie czekał na tę operację, bo wraz z parowaniem wody spada jego ciężar. Wśród żniwiarzy trudno by jednak szukać Dominikańczyków, a jeśli zdarzą się tacy desperaci to podstawa ich wynagrodzenia jest dwu lub trzykrotnie wyższa. Dominikańczycy to głównie pracownicy nadzoru lub zaplecza technicznego z wynagrodzeniem około 14 dolarów dziennie.
Niestety jadąc na zorganizowane wczasy nie zobaczycie z bliska pracy na plantacji. Tłumaczy się to względami bezpieczeństwa, a moim zdaniem chęcią ukrycia szokującej prawdy. Sporo jeździliśmy po Dominikanie, więc udało mi się kilkakrotnie zobaczyć "wioski" haitańskich żniwiarzy i ich życie z bliska. Reszty dowiedziałam się od ludzi.
 
Los Haitańskich dzieci jest przesądzony, a jedyną szansą żebranie na ulicy Te dziewczyny nigdy nie pójdą do szkoły bo nie mają tu żadnych praw Na drugim biegunie zamknięta enklawa dla wielkich tego świata - Casa de Campo
W Dominikanie są jednak ludzie, dla których smak raju oznacza dokładnie smak życia na wyspie. To wielcy tego świata, którzy idąc śladem Kolumba zbudowali tu swoją enklawę szczęścia. Jest nią olbrzymi, zamknięty przed oczami mieszkańców i turystów obszar nadmorskiej dzielnicy Casa de Campo. Dzieli ją tylko 10 min od lotniska w La Romana. Cena prywatnej rezydencji kosztuje tu od 1,6 do 4 mln dolarów. Można też rezydencję wynająć. Kto tu bywa lub mieszka? Proszę bardzo chociaż kawałek nieoficjalnej listy: Enrique Iglesias, Cameron Diaz, Kate Hudson, Beyonce, Carlos Santana, Sting, Frank Sinatra, Michael Jackson, Oprah, Naomi Cambell, Alicia Keyes. Cicho wymienia się też nazwisko jednego z polskich magnatów kościoła. Oczywiście nie da się tu wjechać bez potwierdzenia rezerwacji i przejścia szczegółowej kontroli dlatego zainteresowanych odsyłam do żródła.

Be Live Grand Oasis Punta Cana
Wybierając ofertę pobytu kierowałam się nie tylko dostępnymi informacjami, ale także widokiem terenu z Gogle Earth i umieszczonymi tam zdjęciami, do których od pewnego czasu dodają swoją własną cegiełkę. Pozwala mi to z pewnym przybliżeniem określić położenie hotelu w stosunku do innych obiektów, oszacować rzeźbę terenu, linię brzegową, a także bliskość innych atrakcyjnych miejsc. Mogę też zobaczyć hotel oczami innych ludzi, a nie tylko wybrane zdjęcia, które mają głównie znaczenie marketingowe.
 
Grand Oasis jest niemal wtopiony w plażę z drobnym kremowym piaskiem Silny wiatr od oceanu to
jedyny intruz bo jest tu wyjątkowo bezpiecznie
Rozpoznawalną wizytówką hotelu jest staw, w którym spacerują trzy flamingi
Na podstawie tych ocen wybór padł na Grand Oasis i nie czuję się zawiedziona, chociaż oceny, jakie wystawiłabym poszczególnym obszarom jego działania będą skrajnie różne. Hotel dysponuje bardzo rozległym terenem o zróżnicowanej architekturze, otacza go mnóstwo zieleni, wśród której dominuje co najmniej kilkanaście gatunków palm i jest niemal wkomponowany w pobliską plażę. Dysponuje kilkoma basenami, ale mając ocean na wyciągnięcie ręki praktycznie z nich nie korzystałam. A zatem położenie i infrastruktura na 6. Zwraca uwagę czystość zarówno kompleksu hotelowego jak i przyległej plaży, z której każdego ranka zgrabia się i wywozi wodorosty wyrzucane przez fale. Nad bezpieczeństwem gości czuwają umundurowani pracownicy ochrony i robią to dyskretnie. Na plaży i nawet w czasie długich spacerów poza obszarami chronionymi nie wyczuwa się żadnego zagrożenia. Bezpiecznie jest także na ulicy i na terenie pobliskiego targowiska, które służy tylko turystom. Tam oczywiście rządzą prawa handlu i walki o klienta, ale wszystko w granicach zwyczajowych norm. Za czystość i bezpieczeństwo spokojnie mogę dać 6.
Wiele do życzenia pozostawia natomiast obsługa pokoju i system zarządzania tym sektorem, a także wykonywanie bieżących napraw. Po naszym przyjeździe oczywiście okazało się, że pomimo zapewnień pokój jest przygotowany dla dwóch, a nie dla trzech osób. Zdobycie tak prostej rzeczy jak dostawka wymagało trzykrotnej interwencji w recepcji na przestrzeni około 2,5 godzin. Za każdym razem byliśmy zapewniani, że właściwy pracownik został już skierowany, ale jakoś nie docierał. Oczywiście były także dwa komplety ręczników, dwie szklanki i dwa zestawy napojów w lodówce. Zdobycie tych rzeczy jak i naprawa niedziałającej klimatyzacji wymagały już specjalnych zabiegów. Pierwszym była interwencja naszego rezydenta u kierownika recepcji, po której ręczniki i tylko one zostały uzupełnione. Zgłosił się też pracownik techniczny, który naprawił klimatyzację, a przy okazji zatkany, kapiący prysznic. Było nam o tyle łatwiej, że mąż troszeczkę mówi po hiszpańsku. Po tych zabiegach technik został nagrodzony napiwkiem. Gdyby to było w Egipcie z pewnością jeszcze kilka razy spotykalibyśmy tego pracownika "zupełnie przypadkiem" by grzecznie odpowiadać, że wszystko jest OK i nic już nie wymaga naprawy. Ale to jest Dominikana, więc gdy klima padła po dwóch dniach i odszukaliśmy naszego technika by mu o tym powiedzieć kiwnął tylko głową i więcej się nie pokazał.

 
YoWindow.com
 

Hotel Grand Oasis - kontunuacja