Dominicana - pierwsza odsłona raju
To, co kojarzy się z wyobrażeniem raju to karaibskie wybrzeża. Właśnie tych fantastycznych palm brakowało mi na białych i drobnych jak puder piaskach Kenii. Plaże w Dominikanie są publiczne, z niemal białym piaskiem i nie ma żądnych ograniczeń w swobodnym spacerowaniu wzdłuż brzegu. Jeżeli zechcecie poczuć się jak Robinson wybierzcie się na taki spacer, daleko od hotelowego zgiełku i nacieszcie się tym widokiem.
 
Punta Cana czyli smak raju
w późniejszym okresie gdy ludzie już się rozmnożyli
Nieco dalej, gdzie kończą się hotele spotkać można już tylko spacerowiczów Bardziej wytrwali dotrą w końcu na miejsce gdzie pustka i przyroda rzucają na kolana
Nawet przy 30 stopniowym upale będzie wam towarzyszył silny i chłodny wiatr od oceanu i nawet nie zauważycie jak pojawi się pierwsza opalenizna. Za to już za murami hotelu powita was cisza i karaibski skwar.
Ze względu na odległość i koszt nie zdecydowałam się na to, aby w trójkę polecieć na półwysep Samana. Dlatego nie opowiem Wam o spotkaniu z prawdziwą dżunglą. Liczyłam, że na miejscu uda mi się, jak wszędzie, znaleźć atrakcyjniejszą ofertę, ale tym razem się zawiodłam. Szkoda. Być może nie zobaczyłam w ten sposób najbardziej malowniczego zakątka karaibskiej przyrody, ale warto sobie coś zostawić na następny raz.
Pomimo, że byłam, nie namawiam natomiast na wycieczkę na wyspę Saona. Oczywiście zdecydujcie sami, ale ważne jest nastawienie. Wyspa jest rezerwatem i wyobrażałam sobie, że po wylądowaniu znajdę jakąś cichą zatoczkę i poczuję się jak rozbitek z Błękitnej laguny, ponurkuję na okolicznych rafach, zrobię trochę zdjęć dzikiej przyrody. Na spacerze i zdjęciach się skończyło, bo po prostu zabrakło czasu. Poza tym każdego dnia na wyspę przybywają setki turystów i większość ma takie nastawienie jak ja.
 
Lądujemy na Isla Saona
- dwa potężne silniki i adekwatna prędkość
Tu liczyłam na odrobinę prywatności. Może kiedyś po drugiej stronie wyspy Na rafie nie dało się ponurkować, ale nie można narzekać - w takim miejscu?
Dlatego zapomnijcie raczej o bezludnej zatoczce i nurkowaniu. Rozległa rafa jest bardzo płytka i przynajmniej z tej strony wyspy nie ma na niej czego szukać. Oczywiście sama wycieczka ma swój urok. Fajnie jest płynąć szybkimi łodziami motorowymi, a w powrotnej drodze, po kilku drinkach potańczyć na katamaranie przy rytmach Merenque i Bachaty. Zobaczyć wybrzeże i zanurzyć się w Morzu Karaibskim. Mieć świadomość, że było się tam, gdzie kręcono reklamę Bounty czy ujęcia do Błękitnej laguny (tak przynajmniej twierdzą miejscowi przewodnicy).
Na tym jednak spotkanie z rajem się kończy, bo życie na Dominikanie z pewnością nim nie jest.

Smak raju odsłona druga - życie
Powszechnie mówi się, że w Dominikanie panuje bieda i trzeba w to uwierzyć, chociaż z pozoru wcale tego nie widać. Nigdzie nie spotkałam slumsów, a więc nie jest to poziom biedy porównywalny z krajami afrykańskimi. W zdecydowanej większości budynki mieszkalne są murowane, częściej jednopiętrowe niż parterowe. Duża ich liczba pełni nie tylko funkcję mieszkalną, ale także handlową lub usługową. Te pomieszczenia zajmują parter, przylega do nich starsza część mieszkalna, a kolejne znajdują się na górze.
 
Typowa ulica w rejonie La
Otra Banda, której mieszkańcy stawiają na samodzielność
I ranek w mieście Higuei z charakterystyczną plątaniną przewodów elektrycznych Prywatne sklepiki, zakłady usługowe, kantory i lombardy
są częścią domu
Domy w Dominikanie mają charakter rodzinny i kolejne pokolenia wznoszą kolejne kondygnacje, nad którymi górują filary nośne oczekujące na dalszą nadbudowę i anteny telewizji satelitarnej. W ten sposób unika się płacenia podatków, które są znacznie wyższe w przypadku zakończonej budowy. Nad ulicą i między domami kłębi się absolutnie niezrozumiała pajęczyna przewodów elektrycznych. Tu każdy potrzebujący prądu po prostu podłącza się gdzie chce i ma prąd ma, bo nikt tego nie kontroluje. 
 
 
Kontynuacja tematu oraz trzecia - czarna odsłona raju